Urząd skarbowy

Hej!
Od jakiegoś czasu mieszkam i pracuje w Warszawie, ale stałe zameldowanie
mam poza nią. Rozliczałem się do tej pory w swoim macierzystym urzędzie
skarbowym, ale w związku z rozpoczęciem inwestycji budowlanej chcę
"przenieść się" do jakiegoś warszawskiego urzędu skarbowego -
preferowany Mokotów i Śródmieście.
Czy ktoś może polecić jakiś kompetentny urząd z przystępną (miłą)
obsługą? Liberalizm urzędników oczywiście też pożądany ;-))

Z góry dzięki i pozdrawiam

E.Colanski

 

Opłaty za sprowadzany samochód w 2007r.

Cytat:

| Głóna zmiana to brak znaczków skarbowych od 01.01.07 czyli dodchodzi
| kolejny przelew przy płaceniu akcyzy na 17 zł. zamiast znaczków za 11 zł.

No ale czemu ty ciągle o tym przelewie... u nas można wszystko zapałcić w
kasie urzędu.



Urząd Celny jest w jednym miejscu a Urząd Gminy Warszawa Włochy nawet nie
mam pojęcia gdzie a to niestety ten jest właściwy dla siedziby Urzędu
Celnego. Auto rejestruję w Warszawie Mokotów - trzecie miejsce w które muszę
się udać, zaświadczenie o VAT - czwarte.

Czy przy rejestracji coś wprowadzili w miejsce znaczków skarbowych?

Warszawiacy

Witam,
Cytat:



Cytat:Ulka - warszawianka od kilku pokolen,mieszkajaca na dolnym Mokotowie od 30



lat,

Dolny Mokotow - w porzadku dzielnica.
A tak BTW to niedalej jak dzisiaj bedac w urzedzie skarbowym Bemowa, ktory
miesci sie (UWAGA) na Ochocie -:)))))), uslyszalem, ze:
- dzielnice to byly za komuny prosze pana, teraz to sa gminy!

Cytat:Jesli znajomosc ulic ma swiadczyc o rodowitosci, to polecam nauczyc sie na
pamiec planu Warszawy.



To trzeba lubic, droga Ulo.
Dla mnie plan Warszawy to znakomita lektura.

Pozdrawiam
Szuwaks

Nie płacą mandatów

Od momentu wystawienia mandatu kierowca ma siedem dni na zapłacenie kary w urzędzie pocztowym. Jeśli tego nie zrobi, urząd wojewódzki właściwy dla miejsca zamieszkania kierowcy wystawia do urzędu skarbowego tzw. tytuł wykonawczy. Jest to dokument, na którego podstawie urząd skarbowy wszczyna egzekucję administracyjną.

- W tym roku wystawiliśmy ok. 50 tys. tytułów wykonawczych w związku z niepłaceniem mandatów. Ponad 90 proc. z nich dotyczy kar nałożonych przez policję – mówi Bogumiła Latuszek, główny księgowy Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego.

Egzekucja administracyjna przeprowadzana przez urząd skarbowy polega najczęściej na odebraniu równowartości mandatu i kosztów administracyjnych (8,80 zł) z pensji, emerytury czy renty kierowcy. Kwota ta ściągana jest z konta bankowego kierowcy lub przesyłana przez zobowiązanego do tego pracodawcę kierowcy na wskazane przez urząd konto. Urząd ma też możliwość zajęcia części nadpłaty podatku.

- W niektórych sytuacjach poborca skarbowy zjawia się w miejscu zamieszkania kierowcy z żądaniem zapłacenia mandatu i kosztów administracyjnych. Jeśli pieniądze nie zostaną mu przekazane za pokwitowaniem, może dokonać zajęcia ruchomości – mówi Jan Piątek z Urzędu Skarbowego Warszawa-Mokotów.

Nie zawsze egzekucja kończy się ściągnięciem należności. Zdarza się, że osoba otrzymująca mandat uchyla się od uiszczenia kwoty na tyle skutecznie, że mija 3-letni termin obowiązywania mandatu. Pozostaje wówczas bezkarna.
[motofakty.pl]

 

1% - różne opinie użytkowników forum

kochdan, ta kasa jest właśnie ZG, a nie twoja. Czas to wreszcie zrozumieć!
Kilka miesięcy temu pisałem już, jak się sprawy mają. Przypomnę pokrótce: pieniądze z "1%" należą do PCK, a Zarząd Główny jest jego organem decyzyjnym. Nawet gdyby zadecydował (na co się zanosiło), że wszystko pójdzie na dożywianie dzieci, nikt nie miałby prawnej możliwości zablokowania takiego posunięcia.
Dodam tu jeszcze przykład, wskazujący, ze podobnie jest też w innych organizacjach: Jeśli np. Towarzystwo Przyjaciół Dzieci dostanie pieniądze z 1%, to nie ma żadnego obowiązku natychmiastowego przekazywania ich do właściwych terenowo niższych jednostek. Gdyby budynek ogniska TPD na warszawskim Mokotowie walił się i wymagał natychmiastowego remontu, to fundusze pójdą na to zadanie, niezależnie od tego, czy otrzymano je z Urzędu Skarbowego Warszawa-Bemowo, Bielany, Ursynów czy właśnie Mokotów...
Pamiętaj! Jeśli chcesz otrzymać pieniądze dokładnie na swoją jednostkę (tak, by organy nadrzędne PCK nie mogły ich przesunąć gdzie indziej), namów ludzi i/lub firmy na przekazanie wam darowizn. W ramach limitu (do 6% dochodu osoby fizycznej, do 10% dochodu osoby prawnej) darczyńca ma prawo odliczyć sobie te pieniądze od podatku dochodowego.

1% OD PODATKU ZA 2008 ROK

Dlaczego w temacie RELIGIA?

Poniewaz dobroczynnosc jest wsrod nakazow religijnych Judaizmu...
Szaul wpisal juz podobne wezwanie w temacie OGOLNE. Mam wiec nadzieje, ze nikt zainteresowany nie przeoczy mozliwosci tej cedaki. Jesli nie wskazemy celu, i tak ten jeden procent jest z naszych podatkow odciagany...

Nasze Stowarzyszenie nie ma jeszcze osobowosci prawnej. Zachecam wiec dokonac wplate np. na powstajace Muzeum Historii Zydow Polskich w Warszawie na Mokotowie.

Wiecej informacji o tej inicjatywie jest na www.jewishmuseum.org.pl Znajduje sie tez tam latwa droga dokonania wplaty w bezpiecznym systemie Pay Pal, wprost z karty. Zainteresowanym droga konwencjonalna, KTORZY CHCIELIBY PRZEKAZAC WIECEJ NIZ 1% przysle na priva lub e-mail numer konta bankowego, prosze przyslac takie zapotrzebowanie na moj adres.Mozna tez zapytac o to osobiscie na adres: museum@jewishmuseum.org.pl

JAK WYPELNIC PIT:
- w odpowiedniej rubryce Twojego PIT-u wpisz nazwe:
STOWARZYSZENIE ZYDOWSKI INSTYTUT HISTORYCZNY W POLSCE
oraz KONIECZNIE!!! numer: KRS 0000020904
- wpisz kwote ktora przekazujesz (1% od naleznego podatku)
- w rubryce INNE INFORMACJE wpisz konkretny cel:
na MUZEUM HISTORII ZYDOW POLSKICH oraz podaj tutaj swoj adres, imie i nazwisko, niezaleznie od tego, ze wpisywales juz te dane w innych rubrykach PIT-u

POSTEPUJAC W TEN SPOSOB W OGOLE NIE POTRZEBUJEMY OSOBISCIE WPLACAC NA KONTO ORGANIZACJI, PONIEWAZ URZAD SKARBOWY WSKAZANY 1% PRZEKAZE W NASZYM IMIENIU!![/b

Kamper jako pojazd firmowy?

Wykaz przeznaczeń pojazdów specjalnych:

1. Agregat elektryczny/spawalniczy
2. Bankowóz
3. Do prac wiertniczych
4. Koparka, koparkospycharka
5. Ładowarka
6. Oczyszczanie dróg
7. Podnośnik do prac konserwacyjno-montażowych
8. Pomoc drogowa
9. Zimowego utrzymania dróg
10. Żuraw samochodowy

Na powyższej liście znalazły się m.in. koparki, bankowozy czy ładowarki.
Zabrakło na niej jednak niektórych pojazdów specjalnych, w rozumieniu przepisów Prawa o ruchu drogowym np: pogotowia technicznego, karetek pogotowia, karawanów pogrzebowych czy...kamperów

Z tego co wiem, Urzędy Skarbowe łumaczą, że co prawda są one pojazdami specjalnymi w rozumieniu przepisów Prawa o ruchu drogowym, jednak w myśl przepisów o VAT takimi pojazdami już nie są. Stanowisko takie zaprezentowane zostało m.in. w postanowieniu Naczelnika Urzędu Skarbowego Warszawa-Mokotów z dnia 9 stycznia 2006 r., nr 1433/NG/GV443-259/2005/LŚ, czy w postanowieniu Urzędu Skarbowego w Białymstoku z dnia 2 grudnia 2005 r., nr RO-XV/443/VAT-574/181/US/05. Oznacza to, że podatnik nie ma prawa do odliczania VAT od nabycia takiego pojazdu, jak również do odliczania VAT od nabycia do niego paliwa.

No chyba, że coś się ostatnio zmieniło a umknęło mi przez nieuwagę.

rozliczenie za 2003 r

Anonymous napisał(a):Nestety protokół odbioru mieszkania nie jest tytułem prawnym. Aby skorzystać z ulgi remontowej trzeba posiadać akt notarialny. Takie informacje uzyskałam w Urzedzie Skarbowym na Białobrzeskiej w Warszawie.

W Urzędzie Warszawa-Mokotów powiedziano mi, że mogę odliczać po podpisaniu protokołu odbioru. W Rzeczpospolitej z 13-14 IX opublikowano stanowisko MF, które zezwala na taki manewr, tak więc ......

rozliczenie za 2003 r

Michał napisał(a):Anonymous napisał(a):Nestety protokół odbioru mieszkania nie jest tytułem prawnym. Aby skorzystać z ulgi remontowej trzeba posiadać akt notarialny. Takie informacje uzyskałam w Urzedzie Skarbowym na Białobrzeskiej w Warszawie.
W Urzędzie Warszawa-Mokotów powiedziano mi, że mogę odliczać po podpisaniu protokołu odbioru. W Rzeczpospolitej z 13-14 IX opublikowano stanowisko MF, które zezwala na taki manewr, tak więc ......
Do mnie przemawia to co napisał Michał i jest zasadne, gdyż są i tacy deweloperzy, kórzy przeciągają podpisanie aktu notarialnego do dwóch lat. W takich przypadkach mieszka w swoim mieszkaniu się na długo przed podpisaniem aktu notarialnego. Na szczęście w przypadku EBEJOT takich sztuczek nie stosuje, ale prawo określ generalne zasady i takie powinny byc interpretacje Ministra Finansów.

PIT 11

Naczelnik Urzędu Skarbowego Warszawa-Mokotów w postanowieniu z 6 kwietnia 2005 r., nr US33/NL/LF/II/415/4111-6/05/PG. Organ podatkowy podkreślił, że:
(…) informacja o dochodach oraz pobranych zaliczkach na podatek dochodowy PIT-11/8B składana jest za okres, w którym płatnik dokonywał wypłaty świadczeń, od których był zobowiązany pobrać zaliczkę na podatek dochodowy. Zatem w przypadku gdy stosunek pracy ustał w trakcie roku podatkowego, a płatnik po zaistnieniu tego zdarzenia wypłacił podatnikowi świadczenia wynikające z umowy o pracę w miesiącach następnych, informacja PIT-11/8B winna być wystawiona za okres, za jaki pobierana była zaliczka. Reasumując, jeżeli podatnik był zatrudniony w okresie I–VI, a w miesiącu VIII otrzymał ekwiwalent za urlop, informacja PIT-11 obejmować będzie cały okres, za który dokonywane były wypłaty świadczeń oraz pobierana zaliczka na podatek dochodowy, tj. I–VIII.

Oczywiście teraz nie mamy już PIT-11/8B ale chodziło mi o okres za jaki sporządzamy PIT-11. Wynika z tego że nie możesz wpisać 01.01.2007. tylko kwietniową. Mnie interesuje bardziej jaka datę końcową sie wpisuje i wychodzi że nawet jesli po ustaniu umowy wypłacane są jakiekolwiek świadczenia to liczy sie do czasu wypłacenia świadczenia. chyba że pojawiło się coś nowego ale nie mam czasu dziś szukać.. Pozdrawiam!

Cimoszko startuje:-)

Żeby nam te zawirowania nie porwały naszego pięknego Cimoszki. Za WP.PL:
Cytat:"Życie Warszawy": Urząd Skarbowy Warszawa Mokotów sprawdzi PIT-y Włodzimierza Cimoszewicza z ostatnich lat.
"Przeprowadzimy postępowanie wyjaśniające, żeby ustalić stan faktyczny. Na razie znamy sprawę z przekazów medialnych" - mówi Jadwiga Prucnal-Cira, naczelnik mokotowskiego urzędu.

Sprawa dotyczy pieniędzy, za które Cimoszewicz w 2001 roku kupił akcje PKN Orlen i Agory. W oświadczeniu majątkowym, które złożył w Sejmie w 2001 roku napisał, że akcje nabył z kredytu bankowego i za pieniądze córki i zięcia, którzy na jego konto wpłacili 100 tys. dolarów.

Zdaniem specjalistów, pieniądze, które dostał Cimoszewicz, należy traktować jako pożyczkę. Należało od niej zapłacić podatek, który na dzisiaj razem z odsetkami wynosi ponad 18 tys. zł - opisuje gazeta.

"Nie było żadnej pożyczki" - mówi stanowczo marszałek.

Innego zdania jest dr Robert Gwiazdowski, ekspert z Centrum im. Adama Smitha.

"Faktycznie to była pożyczka" - mówi.

Jego zdaniem kupowanie akcji za czyjeś pieniądze na własny rachunek jest zgodne z prawem.

"W takiej sytuacji od zwykłego śmiertelnika państwo polskie pobiera haracz, który obecnie nazywa się podatkiem od czynności cywilnoprawnych, a w roku 2000 nazywał się opłatą skarbową. Pan marszałek nie jest zwykłym śmiertelnikiem. Jest za to doktorem nauk prawnych. Powinien więc o tym wiedzieć" - podkreśla na łamach "Życie Warszawy" Gwiazdowski.

Już dziś wiadomo, że urzędnicy sprawdzą konto bankowe marszałka. Pod lupę zostaną wzięte operacje finansowe związane z pieniędzmi, które przelała jego córka pisze "Życie Warszawy".

NOWA WSPANIAŁA HALA W WARSZAWIE GAMP-PAINTBALL

Na Mokotowie koło Galerii Mokotów została otwarta nowa ogromna hala paintballowa. Plac ma 1200m2 więc miejsca do gry jest sporo. Jest to jedyna hala czynna 24h. Możesz przyjść i grać kiedy chcesz... nie ma znaczenia czy to święto, sobota albo niedziela. Firma jest gotowa dla klienta zrobić wszystko... Jest możliwość wynajęcia czołgu, quadów, jeepów, bus-ów. Ceny zaczynają się od 50zł <-- najniższe ceny (marker, mundur, maska, wejście) + kulki. Grasz ile chcesz... Zero ograniczeń czasowych.

Hala GAMP to ponad 1200m2 doskonale przygotowanego terenu do gry w paintball. Odpowiednio dobrane i rozmieszczone przeszkody, świetne oświetlenie, specjalne efekty audio-wizualne(stroboskopy, wytwornice), specjalna strefa bezpieczna, miejsce dla ludzi chcących obejrzeć rozgrywkę z boku, zaplecze techniczne, mini barek - to wszystko sprawia, że zarówno ludzie, którzy dopiero zaczynają przygodę z paintballem jak i wytrawni gracze czują się u nas dobrze.

Posiadamy 20 kompletów do gry składających się z uznanych na całym świecie markerów TIPMANN 98 RENTAL PLATINIUM, podwójnych, nie parujących masek JT RADAR THERMAL oraz kombinezonów wojskowych. Nasz sprzęt napędzany jest systemem HP. Do dyspozycji mamy 220-barowy kompresor HP i kilka butli HP oraz Co2.

Dla grup zorganizowanych bądź firm możliwa jest opcja dowiezienia na halę oldschoolowymi jeepami willysami.

Nie limitowany czas rozgrywek-graj do woli.

Warszawa-Mokotów ul: Wynalazek 3 na tyłach Urzędu skarbowego,

Drugie piętro nad serwisem samochodowym Mechanic.pl 500m od Galerii Mokotów

Wjazd od ulicy: Marynarskiej oraz od ulicy Wynalazek 3

Wejście obok kebaba.

Dojazd do Nas:

Przystanek Taśmowa

Autobusy: 136, 182, 189,401,504

Tramwaj: 14, 17, 18

KONTAKT:
GG 9387526
KOM. 695-195-675
MAIL: strojak91@wp.pl

/MOD/ Panowie - zapraszam do działu ogłoszeń, tutaj wpisy na gry ew krótkie info o miejscówce..

Polska donosami stoi - Rzeczpospolita Donosicielska

Miliony anonimów zalewają urzędy. Donoszą wszyscy: ojcowie na dzieci, narzeczone na byłych chłopaków. Najwięcej pism od "życzliwych" odbierają skarbówki - kilkaset tysięcy w roku (...)

Prawdziwe oblężenie przeżywają jednak urzędy skarbowe. Najczęściej przychodzą listy od sąsiadów, którzy informują, że fryzjerka na lewo strzyże w domu, a ci spod piątki to na czarno pracują w Szkocji i właśnie wrócili. - Donosy przysyłają także zawiedzeni kochankowie, najbliższa rodzina czy podwładni z pracy - wymienia Iwona Sadrzak, kierownik referatu w dziale kontroli podatkowej Urzędu Skarbowego Warszawa-Mokotów. Byli pracownicy czasem dokładnie opisują przekręty w szefów.(...)

Dobry obywatel czy kapuś? Prof. Jerzy Bralczyk, językoznawca: - Odpowiem uczciwie - nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Trzeba spojrzeć na każdy przykład indywidualnie. Z jednej strony to polskie cwaniactwo, do którego przywykliśmy przez lata. Sama idea donoszenia jest zła. Ale cóż ma zrobić obywatel, jeżeli widzi, że ktoś celowo łamie prawo, nie płaci podatków i naśmiewa się ze wszystkich, że ma więcej, bo oszukuje. Udawanie, że się tego nie widzi, także nie jest dobre. Każdy musi samemu zdecydować, czy donosić, czy nie.

Kuba Wojewódzki: - Przykład idzie z samej góry. Zaczęło się od IPN. Więc zgodnie z duchem czasu każdy z nas powinien znaleźć sobie takiego własnego kapusia, który będzie miał zajęcie i będzie nam donosił. Mówię to pół żartem, pół serio z jakąś większą odrobiną serio. Ale tak naprawdę to mamy tu do czynienia z brunatną etyką, jaka stała się podstawą IV RP, czyli donoszeniem i kapowaniem każdego na każdego.

źródło: GAZETA METRO

W jakim my kraju żyjemy? Kapusie i donosiciele żyją wśród nas. Nie wiadomo, czy się śmiać z tego czy płakać. Co z tą Polską?

AKTU........ ZBYT WCZESNA RADOŚĆ?!?!?!?!?

Kiedyś jak mieszkałem jeszcze w Warszawie w urzędzie skarbowym Warszawa - Mokotów, też mi mówili że akt jest potrzebny.

Nie miałem jeszcze problemów z tutejszym urzędem. W zeszłym roku dostałem kasę 10 dni po złożeniu PIT.

Rzeczpospolita kapusi

Rzeczpospolita donosicielska

Miliony anonimów zalewają urzędy. Donoszą wszyscy: ojcowie na dzieci, narzeczone na byłych chłopaków. Najwięcej pism od "życzliwych" odbierają skarbówki - kilkaset tysięcy w roku - wylicza "Metro".

"Uprzejmie donoszę, że Jacek K. i Krzysztof G. unikają służby w polskiej armii. Obecnie przebywają w Londynie. Przylatują do Polski 20 marca, będą na lotnisku Okęcie ok. godz. 11. Zróbcie coś z tym" - taki e-mail trafił na skrzynkę Ministerstwa Obrony Narodowej.

- Podobnych donosów mieliśmy w tym roku już kilkadziesiąt. Najczęściej na unikających służby donoszą rezerwiści, którzy sami odsłużyli wojsko - mówi jeden z dowódców w departamencie informacji MON. - Wszystkie sygnały sprawdzamy.

Prawdziwe oblężenie przeżywają jednak urzędy skarbowe. Najczęściej przychodzą listy od sąsiadów, którzy informują, że fryzjerka na lewo strzyże w domu, a ci spod piątki to na czarno pracują w Szkocji i właśnie wrócili. - Donosy przysyłają także zawiedzeni kochankowie, najbliższa rodzina czy podwładni z pracy - wymienia Iwona Sadrzak, kierownik referatu w dziale kontroli podatkowej Urzędu Skarbowego Warszawa-Mokotów.

Byli pracownicy czasem dokładnie opisują przekręty w szefów. "Zgłaszam, że właściciel sklepu monopolowego nielegalnie prowadzi sprzedaż alkoholu. Połowę towaru nabija na kasę, resztę zapisuje sobie w brązowym zeszycie, który trzyma na zapleczu w biurku" - napisała była pracownica. W sumie skarbówki odbierają kilkaset tysięcy anonimów rocznie. W ubiegłym roku tylko w Olsztynie wpłynęło 800 takich pism. - Przeprowadzono prawie 300 kontroli, w kilkudziesięciu przypadkach informacje się potwierdziły - mówi Krystyna Arciszewska, rzecznik prasowy Izby Skarbowej w Olsztynie.

Aby zachęcić urzędników do szybszej reakcji, Polacy udoskonalają swoje donosy. Coraz częściej to nowoczesne informacje poparte także dowodami. - Dołączają zdjęcia, filmy wideo czy nagrania rozmów telefonicznych, z których wynika, że ktoś pracuje, choć jest na zwolnieniu lekarskim - opowiada Dariusz Kowalczyk, rzecznik prasowy z nowosądeckiego oddziału ZUS. - Mając takie dowody, nie pozostaje nam nic innego, jak domagać się zwrotu zasiłków chorobowych - dodaje.

Czasem o takie informacje proszą same instytucje - jak policja z Gniezna, która z miejscowym proboszczem przekonywała ludzi, że informacje o przestępstwach nie są czymś złym. - W ciągu pierwszych 24 godzin zatrzymaliśmy kilkanaście osób po takich zgłoszeniach - mówi sierżant Anna Osińska z KPP W Gnieźnie.

http://fakty.interia.pl/f...ami,900490,2943

P.S. Zgadza się, najwieksza polska wada. Jeżeli jeden ma jedna krowę a sąsiad dwie to ten pierwszy nie stara się zeby mieć też dwie tylko życzy drugiemu żeby mu jedna zdechła.
Mój kolega przeżył to na własnej skórze. Zrobił remont mieszkania a sąsiad doniósł gdzie się tylko dało. Nawet do gazety. Argumentacja była taka: "My na siłę nie unowocześniamy sobie mieszkań, oni też nie muszą"
Kolega naprawił podłogi, zołożył c.o. zlikwidował piece kaflowe. Wszystko to w kamienicy, która aż się prosi o takie remonty.

Ciekawe, kiedy ta zawiść wypleni się w narodzie?

Fiskus na weselu?

Dorota Urszula Chojnowska / Moda na Ślub

Prezenty ślubne, tak jak każda darowizna podlegają opodatkowaniu. Jeśli zatem wasi goście będą bardzo hojni, po weselu powinniście zgłosić się do Urzędu Skarbowego.

– W prezencie ślubnym otrzymaliśmy serwis obiadowy, sztućce, kieliszki, mikser i ekspres ciśnieniowy do kawy – wymienia jednym tchem Sylwia. – Dużo jednak zebraliśmy pieniędzy, ponieważ jeszcze przed ślubem, ogłosiliśmy, że zbieramy na podróż poślubną. Najwięcej, bo 2 tys. zł dał mój ojciec chrzestny. Pozostali goście wkładali do kopert po 300 zł. W sumie otrzymaliśmy ponad 10 tys.

– Czy zgłosiliście je do urzędu skarbowego? – pytam. Sylwia zaniemówiła. – Jak to? A powinnam? Nawet mi to do głowy nie przyszło! Mało kto zdaje sobie sprawę, że prezenty ślubne, tak jak każda darowizna, podlegają opodatkowaniu. Kwotę, którą należy zgłosić Fiskusowi określa ustawa o podatku od spadków i darowizn (Dz.U. z 2004, Nr 142, poz. 1514 z późn. zm.).

Granice hojności

Jak mówi interpretacja prawna przedstawiona nowożeńcom przez Urząd Skarbowy z Wrześni: „obowiązek uiszczenia podatku od darowizny powstanie, jeżeli jednorazowa wartość darowizny przekroczy kwotę wolną od podatku (w danej grupie podatkowej), ewentualnie jeżeli po zsumowaniu wartości darowizn otrzymanych od tego samego darczyńcy w ciągu ostatnich pięciu lat poprzedzających darowiznę weselną ich suma również przekroczy kwotę wolną”.

– Jeśli jest to darowizna od osób należących do I grupy podatkowej, czyli najbliższej rodziny, prawo stanowi, że wolną od opodatkowania jest kwota poniżej 9637 złotych. W przypadku II grupy podatkowej, czyli dalszej rodziny jest to kwota poniżej 7276 złotych. Natomiast prezent od koleżanek lub kolegów, czyli w ramach III grupy, nie powinien przekraczać 4902 złotych – tłumaczy urzędniczka z Urzędu Skarbowego Warszawa-Bielany. – Z reguły rzadko się jednak zdarza, żeby ktoś był tak hojny. Stąd też na Bielanach jak do tej pory takich wniosków nie zanotowano.

Urzędniczka ze skarbówki na warszawskim Mokotowie przypomina sobie parę, która zadeklarowała prezenty za ok. 10 tys. zł. – Domyśliłam się, że był to prezent ślubny. Wskazywały na to niewielkie kwoty wpisane przy nazwiskach poszczególnych darczyńców oraz to, że wpłat dokonano jednego dnia – opowiada. W tym przypadku żadna z poszczególnych zadeklarowanych sum nie przekroczyła wysokości wyznaczonych przez ustawę. Zatem jedynym kosztem jaki musieli ponieść państwo młodzi był... znaczek skarbowy za 11 zł.

Nowożeńcy nie muszą tłumaczyć się z otrzymanych lodówek, odkurzaczy czy ekspresów do kawy. Inaczej jest w przypadku darowizny mieszkania lub samochodu. Taki prezent i tak wyjdzie na jaw. Informacja o nim spłynie do urzędu, np. przy okazji przepisywania prawa własności.

Idzie nowe...

Rzecznik prasowy Ministerstwa Finansów – Anna Sobocińska zapowiada, że być może już w tym roku będą znaczące zmiany w ustawie o podatku od spadków i darowizn. – Będą one dotyczyć I grupy, czyli podatku od darowizn od najbliższej rodziny - tłumaczy. Szczegółowe informacje na ten temat zostaną opublikowane na stronie internetowej Ministerstwa Finansów. Natomiast „Rzeczpospolita” z dn. 4 marca br. informuje, że rząd zamierza całkowicie zlikwidować podatek od darowizn w I grupie podatkowej. Dzięki temu, najbliższa rodzina, bez żadnych konsekwencji podatkowych będzie mogła zasypywać państwa młodych złotymi górami.

Grupy podatkowe:

małżonek, dzieci, wnuki, prawnuki (tzw. zstępni) oraz rodzice, dziadkowie, pradziadkowie (wstępni), pasierb, zięć, synowa, rodzeństwo, ojczym, macocha i teściowie.
dzieci, wnuki i prawnuki rodzeństwa, czyli siostrzeńcy, bratankowie; rodzeństwo rodziców (ciotki, wujowie, stryjowie); małżonkowie pasierbów; małżonkowie rodzeństwa (szwagrowie, szwagierki) i rodzeństwo małżonków (brat żony); małżonkowie rodzeństwa małżonków; małżonkowie innych zstępnych (np. mąż wnuczki) ,
dalsi krewni i powinowaci oraz inne osoby.
Dorota Urszula Chojnowska

Wiech, czyli co zaciekawi warszawskich rodakow

Tak jak myslalem: odzew mocarny no to jadziem dalej

1955
OSTROŻNIE Z MURANOWEM
Odwiedził mnie dawno nie widziany przyjaciel, pan Teofil Piecyk z Targówka. Po wymianie stereotypowych uprzejmości w rodzaju: „Co słychać?", „To, co i widać" itp., pan Piecyk wyłuszczył sprawę, z którą do mnie przyszedł.
— Panie szanowny — zagaił — wiosna jest na całe parę, tylko patrzyć, jak wycieczki z prowincji na Warszawę uderzą, trzeba by pomyśleć o kieszonkowej książeczce, w której by pisało czarne na białem, co w naszej kochanej stolicy ciekawego można zobaczyć.
— Ma pan na myśli przewodnik po Warszawie?
— Nie, po grzybach trujących — odparł z sarkazmem, widocznie niezadowolony, że mu przerywam tok myśli. — Otóż więc ja, jako warszawski rodak z dziada pradziada, kształcony po szkołach i niewąsko oblatany w historii, mogie z łatwością takie książkie ułożyć. Ale że jestem troszkie raptus i nie mam cierpliwości do piśmiennictwa, chce pana szanownego do spółki przypuścić. Ja wszystko jak się należy ustnie zaznaczę, a pan tylko weźmie to na papier. Potem da się do druku.
Przystałem chętnie i pan Teoś niezwłocznie przystąpił do wykładu:
Warszawa nie Wołomin, jednego dnia detalicznie oblecieć się nie da, totyż musiemy podzielić ją sobie na Poręczniejsze kawałki, jak: Muranów, Starówka, MDM, Targówek, Mokotów, Saska Kiępa i temuż podobnież.
Zaczynamy od Muranowa. Zaraz po przyjeździe na Dworzec Główny wychodziem na ulice i kompinujem, jak sie dostać na miejsce. Zwyczajnie, tramwajem. W tem celu udajemy się na przystanek i z tą chwilą kiedy nadjeżdża tramwaj „dwadzieścia pięć", skaczemy swobodnie na plecy jednemu z wiszących na stopniach pasażerów. Kitować się do środka nam się nie opłaca, chociażby to nawet było możliwe, ponieważ już na rogu Marszałkowskiej zmuszone jesteśmy przesiąść się na innego pasażera, któren stanowi część tak zwanego winogrona przy tramwaju numer „trzydzieści". W krótkiem czasie znajdujem się na Muranowie.
I cóż my widziem? Gdzie jeszcze parę lat temu byli gruzy i gruzy, stoją bloki a bloki, zamieszkane przez tysiące szczęśliwych warszawiaków. Co to są bloki? Bloki to są domy, do których za żadną cholerę nie można trafić. Tak są ponumerowane, tak jakoś do winkla poustawiane, że bez posiadania specjalnej smykałki i tak zwanych przyrządów żeglugi morskiej o znalezieniu takiego domu szkoda marzyć. Dlatego tyż ostrzega się podróżnych z prowincji przed zapuszczaniem się między te bloki. Nie tak dawno temu zginęła tam wycieczka z Garwolina i dopiero po tygodniu czasu została znaleziona w stanie niemożebnego wycieńczenia.
A w ogólności zwiedzanie jest możliwe tylko letnią porą, i to w razie upalnej pogody, kiedy błoto troszkie podsycha. Totyż najlepiej jest oglądać bloki Muranowa z tretuaru ulicy Leszno.
Kiedy już jesteśmy na Lesznie, warto się przejść parę kroków, na ulice Lektoralne, która się tem odznacza, że stanowi historyczne pamiątkie, jak to się obecnie mówi, z celulozy, bo polscy królowie zasuwali tędy na Wole, gdzie mieściło się główne biuro wyborcze na królewskie posadę.
Na Lektoralnej dwadzieścia dwa zamieszkiwał także samo jeden sekwestrator Urzędu Skarbowego, a niezależnie wynalazca praktycznego kołnierzyka na lato, niejaki Słowacki Julian, któren jak zaczął domiary wierszem pisać — zredukowali.
Wtenczas w krytycznem położeniu zajął się wierszowanem opisem różnych chorób zakaźnych. Zwłaszcza ładnie mu się udała sanitarna deklamacja o zadżumionym ojcu.
Tablica z detalicznem streszczeniem jego życiorysu, czyli tak zwana antykieta, do samej wojny na tem domu się znajdowała. Później przez hitlerowskiego okupanta z budenkiem sfajczona. Nowy dom tam już stoi, na pierwszym piętrze trzech młodych poeciaków mieszka i po całych dniach do rymu piszą, ale kudy jem do sekwestratora.
Dalej Lektoralną do Chłodnej i na Kiercelak nie ma-y w obecnem czasie po co chodzić, bo nie egzystuje. Gdzie budki z gołębiamy byli i buldoki się sprzedawało, trawka rośnie.
Wróciem się lepiej do Starówki, po drodze na placu Krasińskiem figurę szewca Kilińskiego obejrzem, który ciężki łomot carskiem gienierałom dał w sam pierwszy dzień Wielkanocy. Ale o tem już drugą rażą.

KARTA PARKINGOWA...

Znalazłam oprócz normalnej niebieskiej karty N jeszcze informację o karcie N+. U nas urzędnicy o N+ nic nie słyszeli, może to warszawski pomysł lokalny. Lublin też może mieć "fajne" pomysły na dodatkowe karty.

"KARTA PARKINGOWA

Karta parkingowa dla niepełnosprawnych przysługuje osobom, które posiadają orzeczenie o stopniu niepełnosprawności:

znacznym stopniu niepełnosprawności (dawna I grupa)
umiarkowanym (II) lub lekkim (III) stopniu niepełnosprawności, które w orzeczeniu o stopniu niepełnosprawności mają adnotację o obniżonej sprawności ruchowej.
Karta upoważnia :

do bezpłatnego parkowania na obszarze objętym niestrzeżonym, płatnym parkowaniem, ale tylko na miejscach wyznaczonych dla osób niepełnosprawnych (koperty),
do niestosowania się do następujących znaków drogowych:
"zakaz ruchu w obu kierunkach" (B-1),

"zakaz wjazdu pojazdów silnikowych, z wyjątkiem motocykli jednośladowych" (B-3),

"zakaz wjazdu autobusów" (B-3a),

"zakaz wjazdu motocykli" (B-4),

"zakaz wjazdu motorowerów" (B-10),

"zakaz postoju" (B-35) - dopuszczalny czas postoju dłuższy niż 1 minuta jest wskazany na znaku albo na umieszczonej pod nim tabliczce,

"zakaz postoju w dni nieparzyste" (B-37),

"zakaz postoju w dni parzyste" (B-38),

"strefa ograniczonego postoju" (B-39).

Aby otrzymać kartę parkingową należy złożyć następujące dokumenty:

kserokopię orzeczenia o stopniu niepełnosprawności (oryginał do potwierdzenia),
dowód osobisty,
fotografię 3,5x4.5 cm,
wypełniony wniosek,
opłata skarbowa 25 zł.
Karta parkingowa wydawana jest na osobę, w ciągu kilku dni i obowiązuje na terenie całej Polski oraz w Europie. Wniosek na Kartę Parkingową składa się w Stołecznym Centrum Osób Niepełnosprawnych, przy ul. Gen. W. Andersa 1, 00-147 Warszawa, tel. (022) 620 66 25, wew. 108.

KARTA N+

Karta N+ upoważnia do bezpłatnego parkowania na dowolnych miejscach w systemie płatnego parkowania (nie tylko na kopertach).

Do wydania Karty N+ niezbędne jest posiadanie Karty Parkingowej.

Przy składaniu wniosku o wydanie Kart N+ należy przedstawić do wglądu:

dowód osobisty,
dowód rejestracyjny pojazdu na który będzie wystawiona Karta N+,
kartę parkingową,
dokument potwierdzający niepełnosprawność ((I, II, III grupa).
Karta N+ jest wydawana bezpłatnie, „na samochód” i na okres 3 lat. Wydają je:

Zarządy Dróg Miejskich w Urzędach Dzielnicy Wola, Ochota, Mokotów,
Ogólno miejski Punkt Obsługi Mieszkańców na stacji Metro Centrum (022) 826 0 82, w godz.12-16,
Zarząd Dróg Miejskich ul. Chmielna 120 pok. 1, (022) 620 10 29, wew. 204, w godz. 8-17,
Praga: Zespół Nieruchomości Kom., Ul. Jagiellońska 23 pok.1 tel. (022) 677 28 45,
Pl. Grzybowski pawilon, tel 0508 004 099,
na wniosek osób niepełnosprawnych, rodziców dzieci niepełnosprawnych lub opiekunów prawnych- będących właścicielami pojazdów samochodowych."

[pr] Stojaki w śródmieściu

Raj dla rowerzystów

Śródmieście staje się najbardziej przyjazną dzielnicą dla warszawskich cyklistów. W czwartek ruszają konsultacje z mieszkańcami, którzy wybiorą miejsca, gdzie w przyszłym roku stanie kilkanaście nowoczesnych stojaków rowerowych.

Na razie w Śródmieściu jest ich 18, a ostatnie ustawiono kilka tygodni temu. Jest to jedyna dzielnica, w której do urzędu czy kawiarni można pojechać rowerem i zostawić go w stojaku przed wejściem. Rowerzyści się z tego cieszą, ale przypominają, że największym problemem jest wciąż brak przechowalni rowerowych w metrze.

Od jutra wśród mieszkańców Śródmieścia będą kolportowane ulotki zachęcające do wzięcia udziału w konsultacjach. Rozdawane będą między innymi w urzędach i podczas Masy Krytycznej. W czwartek o godz. 11 odbędzie się spotkanie w klubie Cykloza przy Hożej 62. - Zaczynamy akcję od konsultacji społecznych, bo przecież to ci, którzy na co dzień korzystają z rowerów, wiedzą najlepiej, gdzie takich stojaków brakuje - mówi Urszula Majewska, rzeczniczka dzielnicy.

To kontynuacja akcji z wiosny tego roku. Wtedy mieszkańcy wskazali 18 punktów, gdzie powinny stanąć stojaki. Ostatnie z nich dzielnica zamontowała niedawno przy stacjach metra Centrum i Świętokrzyska.

Po raz pierwszy z cyklistami skonsultowano nie tylko lokalizację stojaków, ale także ich kształt. Dzięki temu zarówno te już istniejące, jak i te, które będą dopiero instalowane, mają kształt litery U. Rower przymocowuje się do niego za ramę, co utrudnia pracę złodziejom.

Rowerzyści nie mają problemu ze wskazaniem punktów, gdzie powinny stanąć nowe stojaki. - Przede wszystkim ciągle jest ich za mało przy gmachach użyteczności publicznej. Świetne miejsce to na przykład pl. Bankowy - mówi Marcin Jackowski z Zielonego Mazowsza, które dzielnica także zaprosiła do konsultacji w sprawie lokalizacji stojaków.

- Dobrze byłoby przekonać do współpracy właścicieli centrów handlowych. Zaparkowanie roweru pod Arkadią, Galerią Mokotów, Redutą czy Fortem Wola jest ciągle problemem - dodaje. Inne miejsca, które wskazuje Zielone Mazowsze, to m.in. urzędy skarbowe, Poczta Główna przy ul. Świętokrzyskiej, sąd rejonowy przy ul. Marszałkowskiej. Śródmieście weźmie je pod uwagę

Jedyną dzielnicą, która organizuje akcję podobną do Śródmieścia, jest Ursus. Tam ustawiono już kilkanaście stojaków, między innymi u zbiegu ulic Bony i Koronacyjnej, przy ratuszu, placu zabaw w parku Czechowickim i przy poczcie na osiedlu Skorosze. Rowerzyści cieszą się z nowych stojaków, ale zwracają uwagę na inny problem.

Ciągle brakuje przechowalni i parkingów dla rowerów, gdzie można by je zostawić na dłużej. Są one potrzebne przy metrze. Rowerzyści twierdzą, że wielokrotnie przekonywali zarząd metra o konieczności ich wybudowania, ale bez skutku. Jedyne parkingi rowerowe, jakie powstają w Warszawie, to te przy garażach Park & Ride. Największy, na sto rowerów, zostanie niedługo otwarty przy węźle Młociny.

***

Rower można bezpiecznie przypiąć przed urzędem dzielnicy

1. ul. Orla - 3 stojaki
2. urząd dzielnicy Śródmieście (ul. Nowogrodzka) - 3 stojaki
3. ul. Lewartowskiego przy Zamenhoffa - 2 stojaki
4. pomnik Kilińskiego na Podwalu - 4 stojaki
5. ul. Podwale przy Senatorskiej - 2 stojaki
6. ul. Zielna (stacja metra Świętokrzyska) - 2 stojaki
7. ul. Bracka 20 - 3 stojaki
8. ul. Żurawia (Wydział Stosowanych Nauk Społecznych) - 3 stojaki
9. ul. Żurawia przy Parkingowej - 3 stojaki
10. Port Czerniakowski - 5 stojaków
11. stacja metra Ratusz od ul. Długiej - 3 stojaki
12. wrotowisko w Centralnym Parku Kultury - 3 stojaki
13. ul. Zajęcza (plac zabaw) - 3 stojaki
14. pomnik Syrenki na Wybrzeżu Kościuszkowskim - 3 stojaki
15. Instytut Cervantesa, ul. Nowogrodzka 22 - 3 stojaki
16. kawiarnia Cykloza, ul. Hożej 62 - 2 stojaki
17. park Agrykola - 4 stojaki
18. wejście do stacji metra Centrum

Krzysztof Jóźwiak

2008-10-01 13:49:45, aktualizacja: 2008-10-01 13:57:59

cyt za http://www.polskatimes.pl/warszawa/5019 ... ,id,t.html

Stocznie pod młotek

W tekście wykorzystano materiały z „Życia Warszawy”, „Pulsu Biznesu” oraz „Nowego Gońca Szczecińskiego”

Linki do materiałów TVP „Misja Specjalna”, Polsat „Interwencja Extra” oraz link do „Białej Księgi”:

http://www.itvp.pl/player. html?mode=0&channel=452&am p;video_id=28696

http://www .itvp.pl/player.html?mode=0&am p;channel=452&video_id=386 30

http://interwencja.inter ia.pl/news?inf=812445

www.m sp.gov.pl/dokumenty/2-2244.pdf

1. Jesień 2001 roku - rząd SLD dochodzi do władzy;

2. Następuje przewidywana dekoniunktura w budowie statków, do której zarząd Stoczni Porta Holding S.A. przygotowywał się od wielu lat i w celu dywersyfikacji ryzyka kupił (w połowie lat 90-tych) i wyremontował bazę paliwową w Świnoujściu (kupioną w przetargu, po armii radzieckiej).

„Proble my stoczni zaczęły się z chwilą, gdy w 1994 roku kupiono terminal paliwowy w Świnoujściu. Przetarg na bazę przegrała wówczas wspierana przez posła SLD Jacka Piechotę firma Ship Service, której prezes Jerzy K. jest obecnie oskarżony o przestępstwa związane z działalnością w branży paliwowej. – Podczas spotkania w mieszkaniu Jerzego K. Jacek Piechota zaproponował nam wprost, abyśmy sprzedali terminal dla Ship Service, bo rzekomo nie znamy się na branży paliwowej i zrobiliśmy chybiony interes. W późniejszych negocjacjach, w kwietniu 2001 roku, kiedy nie zgadzaliśmy się na tę transakcję, z ust posła padły mocniejsze słowa: „Weszliście nie do swojego koryta” – wspomina Krzysztof Piotrowski – były prezes stoczniowego holdingu. Kiedy o sprawie mówiono głośno poseł Jacek Piechota odpierał zarzuty „ Jerzy K., od lat działający w tej branży, mówił wówczas, że stocznia niepotrzebnie wyrzuca dziesiątki milionów.. To były życzliwe rady dla prezesa Piotrowskiego, a nie polityczna presja.”

3. Zarząd stoczni wiedząc o ogromnej konkurencji na rynku, wchodzi w segment budowy statków wysoko zaawansowanych technologicznie i zaczyna budowę prototypowego statku – chemikaliowca. Przy budowie napotyka problemy, które wpływają na opóźnienia w budowie i powstanie „dziury płynnościowej” w wysokości 40-60 mln $.

Ta sytuacja daje rządowi SLD pretekst do podjęcia zaplanowanych wcześniej działań – doprowadzenia do celowej upadłości holdingu stoczniowego, przejęcia terminalu paliwowego oraz rozkradzenia prywatnego majątku (30 spółek należących do holdingu).

4. Zarząd zwraca się do rządu SLD o pomoc (gwarancje na w/w kwotę). Rząd wcześniej otrzymał od zarządu stoczni oraz od specjalistów Uniwersytetu Szczecińskiego (prof. Teresa Lubińska) oraz amerykańskiej firmy doradczej „A.T. Kearney”, opracowania i prognozy dotyczące przewidywanego boomu na budowę statków w przemyśle okrętowym na świecie, w najbliższym czasie.

Sztuczna upadłość Stoczni Szczecińskiej Porta Holding S.A. (SSPH SA) jest częścią tzw. „Afery Paliwowej” zrealizowanej z udziałem ówcześnie rządzącej przewodniej siły z czasów PRL i mafii paliwowej, zakorzenionej w służbach specjalnych, kontrolowanych przez SLD: -„Latem 2001 roku stocznia i PKN Orlen szykowały wspólne przedsięwzięcie: holding wnosił terminal, Orlen – usytuowaną na wyspie Wolin bazę, która miała być połączona podwodnym rurociągiem ze Świnoujściem. Zdaniem Andrzeja Modrzejewskiego, byłego prezesa koncernu, alternatywne źródło paliwa dostarczanego przez Bałtyk gwarantowałoby wzrost bezpieczeństwa energetycznego Polski (zmniejszenie uzależnienia od dostaw z Rosji) i realny spadek cen paliw. W tym czasie planowano także uruchomienie terminalu gazu płynnego w Policach pod Szczecinem (LNG S.A.), czyli „uniezależnienie się od rury”. Z wielkich planów nic nie wyszło, bo w lutym 2002 roku UOP zatrzymał prezesa PKN Orlen Andrzeja Modrzejewskiego”. Ze strategii opracowanej dla SSPH SA przez amerykańską firmę A.T. Kearney wynikało, że od 2005 roku przychody z działalności Grupy Paliwowej będą systematycznie wzrastać i w 2010 roku osiągną około 4,5 miliarda PLN i będą stanowić blisko 2/3 przychodów całego holdingu. Wysoka zyskowność ze sprzedaży, transportu i przeładunku paliw - umożliwiłaby wykorzystywanie środków finansowych na inwestycje technologiczne w Sektorze Okrętowym – poprawiając dzięki temu jego konkurencyjność na globalnym rynku okrętowym. Zapewniło by to spłatę zobowiązań wobec państwa, banków, dostawców materiałów i energii oraz kooperantów. Wspomniany Terminal LNG S.A. gwarantował duże korzyści dla Skarbu Państwa i gospodarki narodowej, gdyż w skład udziałowców tej spółki weszły największe państwowe firmy na Pomorzu Zachodnim, zapewniając im rozwój techniczno – technologiczny oraz infrastrukturalny. Zamiary te niepokoiły Leszka Millera, Wiesława Kaczmarka, Krzysztofa Janika i Jacka Piechotę więc dla dopełnienia celu dominacji „układu” na rynku paliw - gaz i ropopochodne - pięć miesięcy po Modrzejewskim w spektakularny sposób aresztowano członków zarządu holdingu, oskarżając ich publicznie o malwersacje

5. Rząd SLD (Leszek Miller, Jacek Piechota, Krzysztof Janik, Wiesław Kaczmarek) świadomy nadchodzącej sytuacji rynkowej (przewidywany boom nastąpił w IV kwartale 2002 roku) wykorzystuje przejściowe kłopoty finansowe stoczni i rozpoczyna medialną kampanię przeciwko zarządowi, „zastrasza” przedstawicieli banków, odmawia udzielenia gwarancji (a robi to, w tym czasie, dla innych prywatnych „zaprzyjaźnionych” podmiotów), a później używa instytucji państwowych (Policji, UOP, Prokuratury, Urzędu Kontroli Skarbowej) w celu powstrzymania zarządu przed rozwiązaniem chwilowych problemów płynnościowych i uratowaniem stoczni oraz 5 tysięcy miejsc pracy (aresztowanie zarządu w drodze do BRE banku, który miał udzielić pomocy finansowej stoczni).

Zarzut postawiony przez polityków SLD (wobec zarządu Porty Holding) już w 2003 roku w szczecińskim sądzie – sama prokuratura uznała za nie mający pokrycia w faktach. „Przed upadkiem holdingu, w ciągu dekady Skarb Państwa zarobił na stoczni 270 mln dolarów. Z początkiem 2002 r. stocznia po raz pierwszy poprosiła państwo o pomoc – potrzebowała gwarancji rządowych w wysokości 40-60 mln dolarów, w celu uruchomienia wpłaconych zaliczek armatorskich znajdujących się w zagranicznych bankach. Wbrew wcześniejszym ustaleniom, w maju 2002 r. premier Leszek Miller oznajmił, że pomocy nie będzie. Banki wspomagające bieżącą produkcję stoczni wstrzymały kredyty. Przemysł okrętowy holdingu stanął w chwili, gdy stocznia miała kontrakty na 1,6 mld dolarów.” Bardzo znaczące w niniejszej sprawie jest to, że wstrzymanie obsługi kredytowej ze strony banków, nieodzownej dla finansowania produkcji w toku, nastąpiło już na przełomie października i listopada 2001 roku. To od tej daty bez żadnej racjonalnej, rynkowo ekonomicznej przesłanki banki nie udzieliły holdingowi ani złotówki kredytu. Dopiero w pierwszym kwartale 2002 oficjalnie zażądały gwarancji rządowych. Wówczas to premier Leszek Miller oznajmił, że „prywatnemu się nie pomaga” łamiąc tym samym art.32.2 Konstytucji RP – „Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym i społecznym lub gospodarczym z jakichkolwiek powodów.” Wiadomo natomiast że, (źródło: ustawa budżetowa i jej wykonanie) przewidywała odpowiednio wysoki poziom pomocy Skarbu Państwa dla gospodarki narodowej w postaci gwarancji – 29 mld PLN z którego to limitu wykorzystano jedynie 6,7 mld PLN.

6. Po aresztowaniu członków zarządu, następuję bezprawne przejecie majątku stoczni (m.in. sprzedaż bazy paliwowej do PROLIM S.A. za 30% wartości rynkowej [nielegalna pomoc publiczna prezydenta Sopotu - Karnowskiego (PO) dla PROLIMU w latach 2002-2004] spółki należącej do barona paliwowego SLD, pozostały majątek produkcyjny, dokumentacja budowy statków i inne wartościowe aktywa zostają przejęte przez Agencję Rozwoju Przemysłu za 1 zł (aktywa wycenione na kilkadziesiąt milionów PLN – kilka miesięcy przed zdarzeniem). W tym czasie stocznia buduje 17 statków, ma zakontraktowane 22 statki.

„Nowy Zarząd już miesiąc przed ogłoszeniem upadłości rozpoczął wyprzedaż majątku holdingu, chociaż obowiązujące wówczas prawo układowe i upadłościowe wyraźnie tego zabraniało. Bazę paliwową w Świnoujściu sprzedano sopockiej firmie leasingowej PROLIM (finansowanej przez Millenium Bank). Tym samym terminal stał się własnością pomorskiego barona SLD Jerzego Jędykiewicza - ostatniego w PRL wojewody gdańskiego (zamieszanego w pranie pieniędzy w katolickim wydawnictwie Stella Maris), biznesmena Marka Nowotnego oraz nomenklaturowego BIG Banku Gdańskiego (czyli Millenium Bank). Kropkę nad „i” postawił syndyk, związany z baronem paliwowym Jerzym K. i firmą Ship Service, w której od połowy lat 90 był radcą prawnym. W wyniku jego działań poseł Ryszard Bonda kupił trzy spółki holdingu (Porta Żegluga, Porta Baltik, Porta Nowa), za każdą płacąc 5 tys. zł. Dobry interes zrobiła wtedy Agencja Rozwoju Przemysłu, kierowana od lat przez prezesa Arkadiusz Krężla, która za złotówkę kupiła jedną ze spółek (ASS Sp. z o.o.), zajmującą się budową i konserwacją statków (siedem miesięcy wcześniej jej wartość rynkową wyceniono na 40 mln zł) – ta spółka posiadała wszystkie niezbędne certyfikaty do budowy statków, zmieniono jej nazwę na Stocznia Szczecińska Nowa Sp. z o.o.
Dwa statki (tzw; bunkierki) holdingu warte co najmniej 800 tys. dolarów, syndyk sprzedał za jedną piątą ceny m.in. firmie Unit Baltik, w której udziały ma Jan B. Jeden z mafijnych bossów paliwowych ze szczecińskiej firmy BGM.

7. Po przejęciu (bezprawnym) rusza strumień dofinansowania do stoczni, następuje upaństwowienie Stoczni Gdynia i Stoczni Gdańsk, które są również zasilane miliardami zł z budżetu Skarbu Państwa.

Rząd SLD a szczególnie Jacek Piechota poseł Ziemi Szczecińskiej, były Minister i W-ce Minister Gospodarki w rządzie SLD w latach 2001-2005 niewątpliwie przyczynił się do zniszczenia przemysłu okrętowego, w tym Stoczni Szczecińskiej;
-przyczynił się do likwidacji 5000 stanowisk pracy w samej stoczni, a w przemyśle okołostoczniowym ca 20000 na przełomie lat 2001-2002,
-naraził Skarb Państwa na utratę ok. 4-rech miliardów złotych w latach 2002-2005 (w trybie dofinansowania kosztów produkcji 3 największych stoczni z budżetu państwa), a w SSN Sp. z o.o. poprzez:
-znaczący współudział w całkowicie bezzasadnym wstrzymaniu kredytowania produkcji Stoczni od października 2001 przez banki (które w latach od 1992 do 2001 zarobiły od stoczni ca 300 mln. USD),
-przyczynienie się do odmowy udzielenia gwarancji rządowych przez rząd SLD w wysokości 40-60 mln USD w marcu 2002 r., (pomimo ówcześnie zaawansowanej produkcji 17-stu statków, opanowania nowatorskiej technologii chemikaliowców ze stali „duplex” w 2001 r., zakończenia przez stocznię kapitałochłonnych i innowacyjnych inwestycji: 2 nowe pochylnie, komory malarskie, cynkownia, najnowsze systemy komputerowe, oddania do użytku nowoczesnego terminalu paliwowego Porta Petrol w Świnoujściu o potencjale ca 35% krajowego importu paliw).

Należy tylko porównawczo zauważyć, że Rządowa „Strategia dla Sektora Stoczniowego” przewidywała gwarancje kredytowe (KUKE) dla samej SSN w wysokości 200 mln USD średniorocznie.

8. Rząd SLD wraz z ARP i nowymi zarządami stoczni opracowuje plan restrukturyzacji stoczni w celu uzasadnienia finansowania z budżetu „restrukturyzacji” , która nigdy nie miała miejsca. Po wejściu do UE strumień przekazywanych pieniędzy do stoczni nie jest „specjalnie” kontrolowany, wszystkie pieniądze (w sumie ponad 5 mld zł) zostają przetransferowane do pośredników, firm dostawczych oraz armatorów.

Obecna sytuacja zarówno w SSN jak i w całym sektorze stoczniowym i okołostoczniowym jest wynikiem celowych działań oraz przestępstwa zaniechania dokonanego w 2002 r. wobec SSPH. Nie odpowiednia (ale celowa) polityka państwa w sektorze stoczniowym, powierzanie kierowania ministerstwami Skarbu, Gospodarki i Finansów jak też podległym im Agencji Rozwoju Przemysłu oraz Korporacji Polskie Stocznie jak i kierowania stoczniami - niekompetentnym osobom i mafijnym układom - nieuchronnie doprowadziły do obecnej patowej sytuacji w branży. Objawia się ona z jednej strony uzależnieniem realizacji przyjętej Strategii dla Sektora Stoczniowego od oceny przez Komisję Europejską oraz od decyzji o legalności dotychczasowego i dalszego wsparcia finansowego przez państwo, a z drugiej strony wyraża się w żądaniach – zastrzyków kapitału i szybkiej prywatyzacji. Te niespójne żądania i oczekiwania niechybnie prowadzą do pogłębienia zapaści ekonomicznej, rozgrabienia i pogrzebania przemysłu okrętowego (decyzja rządu PO-PSL o kolejnej pomocy publicznej w wysokości 1,2 mld zł – w przypadku ogłoszenia upadłości pieniądze przepadną).

9. W okresie ostatnich 6 lat statki sprzedawane przez wszystkie stocznie przynoszą celowe straty ze względu na celowo podpisywane zaniżone kontrakty, które opiewają na kwoty poniżej kosztów wytworzenia statku (napychanie kieszeni armatorom) oraz ze względu na 6% dopłaty ze Skarbu Państwa do nierentownych kontraktów.

Wszystkie zawarte w tym czasie kontrakty zostały szczegółowo opisane w tzw. „Białej Księdze”, opublikowanej przez rząd koalicji PO-PSL we wrześniu 2008 roku.

10. W czerwcu 2005 r. Departament Stoczniowy ARP (pod kierownictwem doradcy prezesa ARP i późniejszego wiceprezesa Korporacji Polskie Stocznie) dokonuje audytu stoczni Gdynia, Stoczni Marynarki Wojennej oraz blokowanego audytu SSN. Wynik audytu jest porażający i wskazuje na celowe wyciąganie pieniędzy z budżetu Skarbu Państwa, fałszowanie dokumentów przez zarządy stoczni, brak jakiejkolwiek restrukturyzacji oraz celowy brak nadzoru nad pieniędzmi przekazywanymi przez ARP i SP do stoczni.

Śledztwo w sprawie nieprawidłowości w polskich stoczniach trwa kilka miesięcy. I co? I nic. Nie ma chętnych do jego prowadzenia.
Wszystko zaczęło się od zawiadomienia złożonego w prokuraturze na początku 2006 r. przez byłego doradcę prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) i pracownika wysokiego szczebla Korporacji Polskie Stocznie (KPS) - oba państwowe podmioty zajmują się restrukturyzacją sektora stoczniowego. Trafiło ono do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota, bo na jej terenie mieszka zawiadamiający.
Zawiadomienie jest bardzo obszerne i dotyczy m.in. opisywanego przez "PB" nieudanego projektu offsetowego Rafaela w Stoczni Gdynia (izraelski koncern zbrojeniowy miał kupić dwa gazowce za 168 mln USD, ale nic z tego nie wyszło). Najważniejszym wątkiem są jednak nieprawidłowości polegające na zaniżaniu przez zarządy stoczni kosztorysów budowy statków.
- Nagminne były następujące sytuacje: minimalny koszt wybudowania statku wynosił np. 300 mln zł, a jego cenę zarządy stoczni z Gdyni czy Szczecina ustalały na 240 min zł. Po co? By dostać dotację z ARP czy KPS - wyjaśnia nasz informator.
Po wstępnym sprawdzeniu danych z zawiadomienia prokurator z warszawskiej Ochoty stwierdził, że istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa i wszczął śledztwo. Uznał jednak, że sprawą powinny zająć się prokuratury z Gdańska i Szczecina. Tam bowiem zostały popełnione rzekome przestępstwa. I się zaczęło.
Śledczy z Gdańska i Szczecina nie chcieli zająć się sprawą i wszczęli tzw. spór kompetencyjny. Szefowie prokuratur okręgowych z Gdańska i Szczecina w kwietniu rozstrzygnęli go na korzyść swoich podwładnych i zdecydowali: jest za wcześnie na dzielenie , śledztwa i akta mają wrócić do stolicy. Oficjalny powód? To w Warszawie mają siedzibę Agencja Rozwoju Przemysłu, Korporacja Polskie Stocznie i nadzorujące je Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP), a jednym z wątków śledztwa ma być sprawdzenie jakości nadzoru nad budżetowymi pieniędzmi, które szerokim strumieniem płynęły do stoczni.
- Pomysł, by zacząć śledztwo od instytucji państwowych, nie jest najlepszy. Klucz jest w stoczniach. Tam trzeba wejść, zrobić kontrole oraz sprawdzić, czy kosztorysy rzeczywiście były nierzetelne. Jeśli tak, to mamy otwartą drogę do stawiania członkom zarządów zarzutów z art. 296 kodeksu karnego, czyli działania na szkodę spółek. Dopiero na tej podstawie można zająć się działaniami nadzoru - ocenia jeden z prokuratorów, który widział akta.
Jego zdaniem, prowadzenie śledztwa w Warszawie jest niewłaściwe jeszcze z jednego powodu.
- Zdecydowana większość czynności będzie i tak dokonywana w Szczecinie i Gdańsku, w ramach tzw. pomocy prawnej. Nadzór nad szybkością postępowania i jego jakością będzie utrudniony, bo przesłuchania będą prowadzić przypadkowi policjanci i bez fachowej wiedzy - dodaje prokurator.
Jeden z naszych informatorów uważa, że sprawą, ze względu na jej wagę i obszerność, powinna zająć się prokuratura okręgowa, a nie rejonowa.
- W rejonie prokurator ma co najmniej kilkadziesiąt różnych spraw i nie ma czasu na tak rozległe śledztwo. A okręgówki są powołane do zajmowania się właśnie takimi skomplikowanymi sprawami - twierdzi nasz informator.
Decyzje prokuratur okręgowych z Gdańska i Szczecina nie zakończyły podróży akt. Okazuje się, że od kilku dni nie leżą na biurkach w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Ochota, lecz w... Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Dlaczego? Śledczy z Ochoty chcą, by sprawą zajęły się inne stołeczne prokuratury rejonowe: ze Śródmieścia, Mokotowa i Żoliborza. Tam bowiem, a nie na Ochocie, mieszczą się siedziby MSP, ARP i KPS.
- Sprawa jest trudna, a dodatkowo dotyczy styku biznesu i polityki. I dlatego traktowana jest jak gorący kartofel - twierdzi jeden z naszych informatorów.

11. W lipcu 2005 roku, Arkadiusz Krężel (ówczesny prezes ARP), mając powyższa wiedzę, podejmuje decyzję o pozytywnej realizacji planów restrukturyzacji w sektorze stoczniowym – „Biała Księga” stwierdza, iż prezes ARP nic nie wiedział.

12. Marzec 2007 r. – raport NIK (potwierdza wyniki audytu przeprowadzonego przez Departament Stoczniowy ARP – oficjalne doniesienie NIK do prokuratury na Arkadiusza Krężla)

13. Marzec 2008 r. – wyrok uniewinniający zarząd Stoczni Szczecińskiej Porta Holding S.A.

14. Sierpień 2008 r. – uzasadnienie wyroku wskazujące na brak jakichkolwiek podstaw do oskarżenia i aresztowania w 2002 r.

15. Ujawnienie przez media Raportu NIK związanego z działalnością prezydenta Sopotu w latach 2002-2004 (PROLIM), pana Jacka Karnowskiego (PO).

Obecny spór „Solidarności” z rządem i Komisją Europejską, zapewne najbardziej zadowala SLD i Jacka Piechotę, gdyż ten układ wpływu w celu dekompozycji i grabieży „rozebrał” holding i doprowadził polskie stocznie do stanu agonii, a problem pozostawił obecnej władzy. SSPH S.A. i przemysłu okrętowego należało bronić już jesienią 2001 r. kiedy SLD wgrało wybory. Wówczas ogromnym błędem kierownictwa związkowców było oddanie inicjatywy powołanemu i kierowanemu przez SLD Januszowi Gajkowi. W obecnym sporze Solidarność SSN słusznie domaga się konsultacji w sprawie „Strategii dla Sektora Stoczniowego”, jednakże powinna przestrzegać przed kontynuacją polityki z ostatnich lat, domagać się od rządu PO-PSL wyjaśnienia rzeczywistych przyczyn upadłości holdingu. Wykazać troskę o interes państwa i obywateli, domagać się gwoździ do politycznej trumny i karawanu dla osób, które doprowadziły do faktycznej a ukrywanej do dziś upadłości (zrzucenie całej winy za obecną sytuację na poprzedni rząd – politycznego przeciwnika dzisiaj rządzącej koalicji). Obecnie rząd oczekuje odpowiedzi na przedłożoną Komisji Europejskiej „Strategię”, której ostatecznym celem jest prywatyzacja pomijająca w niej udział ograbionych wcześniej akcjonariuszy, zarówno zwolnionych z pracy jak i obecnie zatrudnionych. Sygnały płynące z Brukseli nie są optymistyczne. KE zaleca prywatyzację w której zapewniona będzie zyskowność na poziomie samofinansowania bez dotacji państwowych. Byłemu Prezesowi ARP (Arkadiuszowi Krężlowi) należy podpowiedzieć w tym miejscu, że 8.000 akcjonariuszy SSPH uratuje i odzyska, co do nich należy tylko wtedy gdy prawda zostanie ujawniona, nastąpi rozliczenie przestępstw i ludziom zostanie przywrócona ich własność, godne warunki pracy i płacy. Inwestor tzw. zewnętrzny nawet pod kontrolą państwa tylko wyssie co się da i porzuci. Aby uratować sektor, zapobiec czarnemu scenariuszowi i wyjść z patowej sytuacji należy ocenić i usunąć z zajmowanych stanowisk polityków i prezesów winnych obecnego stanu stoczniowej branży. Winnych grabieży wspólnie wypracowanego majątku należy ujawnić i osądzić. Postawić trzeba stanowcze NIE postępującej pauperyzacji ludności w imię dokonywanych prywatnych interesów ludzi z po PRL-owskich układów polityki, gospodarki i służb specjalnych.

Udział skarbu państwa w likwidacji w 1988 r. oraz upadłości


1. Rząd SLD dochodzi do władzy (na jesieni 2001 roku);

2. Następuje przewidywana dekoniunktura w budowie statków, do której zarząd Stoczni Porta Holding przygotowywał się od wielu lat i w celu dywersyfikacji ryzyka kupił (w połowie lat 90-tych) i wyremontował bazę paliwową w Świnoujściu (kupioną w przetargu, po armii radzieckiej);
„Problemy stoczni zaczęły się z chwilą, gdy w 1994 roku kupiono terminal paliwowy w Świnoujściu. Przetarg na bazę przegrała wówczas wspierana przez posła SLD Jacka Piechotę firma Ship Service, której prezes Jerzy K. jest obecnie oskarżony o przestępstwa związane z działalnością w branży paliwowej. – Podczas spotkania w mieszkaniu Jerzego K. Jacek Piechota zaproponował nam wprost, abyśmy sprzedali terminal dla Ship Service, bo rzekomo nie znamy się na branży paliwowej i zrobiliśmy chybiony interes. W późniejszych negocjacjach, w kwietniu 2001 roku, kiedy nie zgadzaliśmy się na tę transakcję, z ust posła padły mocniejsze słowa: „Weszliście nie do swojego koryta” - wspomina Piotrowski.” Kiedy o sprawie mówiono głośno poseł Jacek Piechota odpierał zarzuty cyt.:.„- Jerzy K., od lat działający w tej branży, mówił wówczas, że stocznia niepotrzebnie wyrzuca dziesiątki milionów.. To były życzliwe rady dla prezesa Piotrowskiego, a nie polityczna presja.”

3. Zarząd stoczni wiedząc o ogromnej konkurencji na rynku, wchodzi w segment budowy statków wysoko zaawansowanych technologicznie i zaczyna budowę prototypowego statku – chemikaliowca. Przy budowie napotyka problemy, które wpływają na opóźnienia w budowie i powstanie „dziury” w wysokości 40-60 mln $.

4. Zarząd zwraca się do rządu SLD o pomoc (gwarancje na w/w kwotę). Rząd wcześniej otrzymał od zarządu stoczni oraz od specjalistów Uniwersytetu Szczecińskiego (prof. Teresa Lubińska) oraz amerykańskiej firmy doradczej „A.T. Kearney”, opracowania i prognozy dot. przewidywanego boomu na budowę statków w przemyśle okrętowym na świecie, w najbliższym czasie.

Sztuczna upadłość Stoczni Szczecińskiej Porta Holding S.A. jest częścią tzw. „Afery Paliwowej” zrealizowanej z udziałem ówcześnie rządzącej przewodniej siły z czasów PRL i mafii paliwowej, zakorzenionej w służbach specjalnych, kontrolowanych przez SLD: -„Latem 2001 roku stocznia i PKN Orlen szykowały wspólne przedsięwzięcie: holding wnosił terminal, Orlen – usytuowaną na wyspie Wolin bazę, która miała być połączona podwodnym rurociągiem ze Świnoujściem. Zdaniem Andrzeja Modrzejewskiego, byłego prezesa koncernu, alternatywne źródło paliwa dostarczanego przez Bałtyk gwarantowałoby wzrost bezpieczeństwa energetycznego Polski (zmniejszenie uzależnienia od dostaw z Rosji. przyp.: ZR) i realny spadek cen paliw. W tym czasie planowano także uruchomienie terminalu gazu płynnego w Policach pod Szczecinem (LNG S.A.), czyli „uniezależnienie się od rury”. Z wielkich planów nic nie wyszło, bo w lutym 2002 roku UOP zatrzymał prezesa PKN Orlen Andrzeja Modrzejewskiego”. Ze strategii opracowanej dla SSPH SA przez amerykańską firmę A.T. Kearney wynikało, że od 2005 roku przychody z działalności Grupy Paliwowej będą systematycznie wzrastać i w 2010 roku osiągną około 4,5 miliarda PLN i będą stanowić blisko 2/3 przychodów całego holdingu. Wysoka zyskowność ze sprzedaży, transportu i przeładunku paliw - umożliwiłaby wykorzystywanie środków finansowych na inwestycje technologiczne w Sektorze Okrętowym – poprawiając dzięki temu jego konkurencyjność na globalnym rynku okrętowym. Zapewniło by to spłatę zobowiązań wobec państwa, banków, dostawców materiałów i energii oraz kooperantów. Wspomniany Terminal LNG S.A. gwarantował duże korzyści dla Skarbu Państwa i gospodarki narodowej, gdyż w skład udziałowców tej spółki weszły największe państwowe firmy na Pomorzu Zachodnim, zapewniając im rozwój techniczno – technologiczny oraz infrastrukturalny. Zamiary te niepokoiły Krzysztofa Janika i Jacka Piechotę więc dla dopełnienia celu dominacji „układu” na rynku paliw - gaz i ropopochodne - pięć miesięcy po Modrzejewskim w spektakularny sposób aresztowano członków zarządu holdingu, oskarżając ich publicznie o malwersacje

5. Rząd SLD (Leszek Miller, Jacek Piechota, Krzysztof Janik, Wiesław Kaczmarek) świadomy nadchodzącej sytuacji rynkowej (przewidywany boom nastąpił w IV kwartale 2002 roku) wykorzystuje przejściowe kłopoty finansowe stoczni i rozpoczyna medialną kampanię przeciwko zarządowi, „zastrasza” przedstawicieli banków, odmawia udzielenia gwarancji ( a robi to dla innych prywatnych podmiotów, n.p. należących do Staraka), a później używa instytucji państwowych (policja, prokuratura, urząd kontroli skarbowej) w celu powstrzymania zarządu przed rozwiązaniem chwilowych problemów płynnościowych i uratowaniem stoczni i 5 tysięcy miejsc pracy (aresztowanie zarządu w drodze do BRE banku, który miał udzielić pomocy finansowej stoczni).

Zarzut postawiony przez polityków SLD (wobec zarządu Porty Holding) już w 2003 roku w szczecińskim sądzie – sama prokuratura uznała za nie mający pokrycia w faktach. „Przed upadkiem holdingu, w ciągu dekady Skarb Państwa zarobił na stoczni 270 mln dolarów. Z początkiem 2002 r. stocznia po raz pierwszy poprosiła państwo o pomoc – potrzebowała gwarancji rządowych w wysokości 40-60 mln dolarów. Wbrew wcześniejszym ustaleniom, w maju 2002 r. premier Leszek Miller oznajmił, że pomocy nie będzie. Banki wspomagające bieżącą produkcję stoczni wstrzymały kredyty. Przemysł okrętowy holdingu stanął w chwili, gdy stocznia miała kontrakty na 1,6 mld dolarów.” Bardzo znaczące w niniejszej sprawie jest to, że wstrzymanie obsługi kredytowej ze strony banków, nieodzownej dla finansowania produkcji w toku, nastąpiło już na przełomie października i listopada 2001 roku. To od tej daty bez żadnej racjonalnej, rynkowo ekonomicznej przesłanki banki nie udzieliły holdingowi ani złotówki kredytu. Dopiero w pierwszym kwartale 2002 oficjalnie zażądały gwarancji rządowych. Wówczas to premier Leszek Miller oznajmił, że „prywatnemu się nie pomaga” łamiąc tym samym art.32.2 Konstytucji RP – „Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym i społecznym lub gospodarczym z jakichkolwiek powodów.” Wiadomo natomiast że, (źródło: ustawa budżetowa i jej wykonanie) przewidywała odpowiednio wysoki poziom pomocy Skarbu Państwa dla gospodarki narodowej w postaci gwarancji – 29 mld PLN z którego to limitu wykorzystano jedynie 6,7 mld PLN.

6. Po aresztowaniu następuję bezprawne przejecie majątku stoczni (m.in. sprzedaż bazy paliwowej do PROLIM S.A. za 30% wartości rynkowej [nielegalna pomoc publiczna prezydenta Sopotu - Karnowskiego (PO) dla PROLIMU w latach 2002-2004] spółki należącej do barona paliwowego SLD, pozostały majątek produkcyjny, dokumentacja budowy statków i inne wartościowe aktywa zostają przejęte przez ARP za 1 zł (aktywa wycenione na kilkadziesiąt milionów PLN – kilka miesięcy przed zdarzeniem). W tym czasie stocznia buduje 17 statków, ma zakontraktowane 22 statki.
„Nowy Zarząd już miesiąc przed ogłoszeniem upadłości rozpoczął wyprzedaż majątku holdingu, chociaż obowiązujące wówczas prawo układowe i upadłościowe wyraźnie tego zabraniało. Bazę paliwową w Świnoujściu sprzedano sopockiej firmie leasingowej PROLIM. Tym samym terminal stał się własnością pomorskiego barona SLD Jerzego Jędykiewicza - ostatniego w PRL wojewody gdańskiego (zamieszanego w pranie pieniędzy w katolickim wydawnictwie Stella Maris), biznesmena Marka Nowotnego oraz nomenklaturowego BIG Banku Gdańskiego. Kropkę nad „i” postawił syndyk, związany z baronem paliwowym Jerzym K. i firmą Ship Service, w której od połowy lat 90 był radcą prawnym. W wyniku jego działań poseł Ryszard Bonda kupił trzy spółki holdingu (Porta Żegluga, Porta Baltik, Porta Nowa: przyp.: ZR), za każdą płacąc..5 tyś. zł. Dobry interes zrobiła wtedy Agencja Rozwoju Przemysłu, która za złotówkę kupiła jedną ze spółek (ASS: przyp.: ZR), zajmującą się budową i konserwacją statków (siedem miesięcy wcześniej jej wartość rynkową wyceniono na 40 mln zł). Dwa statki (tzw; bunkierki) holdingu warte co najmniej 800 tyś. dolarów, syndyk sprzedał za jedną piątą ceny m.in. firmie Unit Baltik, w której udziały ma Jan B. Jeden z mafijnych bossów paliwowych ze szczecińskiej firmy BGM. – Ewa Ornacka”

7. Po przejęciu (bezprawnym) rusza strumień dofinansowania do stoczni, następuje upaństwowienie stoczni Gdynia i Gdańsk, które są również zasilane miliardami zł z budżetu Skarbu Państwa.

8. ARP wraz z rządem opracowuje plan restrukturyzacji stoczni w celu uzasadnienia finansowania z budżetu „restrukturyzacji”, która nigdy nie miała miejsca. Po wejściu do UE strumień przekazywanych pieniędzy do stoczni nie jest „specjalnie” kontrolowany, wszystkie pieniądze (ponad 5 mld zł) zostają przetransferowane do pośredników oraz firm dostawczych

9. W okresie ostatnich 6 lat statki sprzedawane przez wszystkie stocznie przynoszą celowe straty ze względu na celowo podpisywane zaniżone kontrakty, które opiewają na kwoty poniżej kosztów wytworzenia statku ( napychanie kieszeni armatorom) oraz ze względu na 6% dopłaty ze Skarbu Państwa do nierentownych kontraktów.

10. W czerwcu 2005 r. Departament Stoczniowy ARP dokonuje audytu stoczni Gdynia, Stoczni Marynarki Wojennej oraz blokowanego audytu SSN. Wynik audytu jest porażający i wskazuje na celowe wyciąganie pieniędzy ze skarbu państwa, fałszowanie dokumentów przez zarządy stoczni oraz celowy brak nadzoru nad pieniędzmi przekazywanymi przez ARP i SP do stoczni.

Śledztwo w sprawie nieprawidłowości w polskich stoczniach trwa kilka miesięcy. I co? I nic. Nie ma chętnych do jego prowadzenia.
Wszystko zaczęło się od zawiadomienia złożonego w prokuraturze na początku 2006 r. przez byłego doradcę prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) i pracownika wysokiego szczebla Korporacji Polskie Stocznie (KPS) - oba państwowe podmioty zajmują się restrukturyzacją sektora stoczniowego. Trafiło ono do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota, bo na jej terenie mieszka zawiadamiający.
Zawiadomienie jest bardzo obszerne i dotyczy m.in. opisywanego przez "PB" nieudanego projektu offsetowego Rafaela w Stoczni Gdynia (izraelski koncern zbrojeniowy miał kupić dwa gazowce za 168 mln USD, ale nic z tego nie wyszło). Najważniejszym wątkiem są jednak nieprawidłowości polegające na zaniżaniu przez zarządy stoczni kosztorysów budowy statków.
- Nagminne były następujące sytuacje: minimalny koszt wybudowania statku wynosił np. 300 mln zł, a jego cenę zarządy stoczni z Gdyni czy Szczecina ustalały na 240 min zł. Po co? By dostać dotację z ARP czy KPS - wyjaśnia nasz informator.
Po wstępnym sprawdzeniu danych z zawiadomienia prokurator z warszawskiej Ochoty stwierdził, że istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa i wszczął śledztwo. Uznał jednak, że sprawą powinny zająć się prokuratury z Gdańska i Szczecina. Tam bowiem zostały popełnione rzekome przestępstwa. I się zaczęło.
Śledczy z Gdańska i Szczecina nie chcieli zająć się sprawą i wszczęli tzw. spór kompetencyjny. Szefowie prokuratur okręgowych z Gdańska i Szczecina w kwietniu rozstrzygnęli go na korzyść swoich podwładnych i zdecydowali: jest za wcześnie na dzielenie , śledztwa i akta mają wrócić do stolicy. Oficjalny powód? To w Warszawie mają siedzibę Agencja Rozwoju Przemysłu, Korporacja Polskie Stocznie i nadzorujące je Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP), a jednym z wątków śledztwa ma być sprawdzenie jakości nadzoru nad budżetowymi pieniędzmi, które szerokim strumieniem płynęły do stoczni.
- Pomysł, by zacząć śledztwo od instytucji państwowych, nie jest najlepszy. Klucz jest w stoczniach. Tam trzeba wejść, zrobić kontrole oraz sprawdzić, czy kosztorysy rzeczywiście były nierzetelne. Jeśli tak, to mamy otwartą drogę do stawiania członkom zarządów zarzutów z art. 296 kodeksu karnego, czyli działania na szkodę spółek. Dopiero na tej podstawie można zająć się działaniami nadzoru - ocenia jeden z prokuratorów, który widział akta.
Jego zdaniem, prowadzenie śledztwa w Warszawie jest niewłaściwe jeszcze z jednego powodu.
- Zdecydowana większość czynności będzie i tak dokonywana w Szczecinie i Gdańsku, w ramach tzw. pomocy prawnej. Nadzór nad szybkością postępowania i jego jakością będzie utrudniony, bo przesłuchania będą prowadzić przypadkowi policjanci i bez fachowej wiedzy - dodaje prokurator.
Jeden z naszych informatorów uważa, że sprawą, ze względu na jej wagę i obszerność, powinna zająć się prokuratura okręgowa, a nie rejonowa.
- W rejonie prokurator ma co najmniej kilkadziesiąt różnych spraw i nie ma czasu na tak rozległe śledztwo. A okręgówki są powołane do zajmowania się właśnie takimi skomplikowanymi sprawami - twierdzi nasz informator.
Decyzje prokuratur okręgowych z Gdańska i Szczecina nie zakończyły podróży akt. Okazuje się, że od kilku dni nie leżą na biurkach w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Ochota, lecz w... Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Dlaczego? Śledczy z Ochoty chcą, by sprawą zajęły się inne stołeczne prokuratury rejonowe: ze Śródmieścia, Mokotowa i Żoliborza. Tam bowiem, a nie na Ochocie, mieszczą się siedziby MSP, ARP i KPS.
- Sprawa jest trudna, a dodatkowo dotyczy styku biznesu i polityki. I dlatego traktowana jest jak gorący kartofel - twierdzi jeden z naszych informatorów.

11. W lipcu 2005 roku, Arkadiusz Krężel (ówczesny prezes ARP), mając powyższa wiedzę, podejmuje decyzję o dobrej realizacji planów restrukturyzacji w sektorze stoczniowym.

12. Marzec 2007 r. – raport NIK (potwierdza wyniki audytu przeprowadzonego przez Departament Stoczniowy ARP – oficjalne doniesienie NIK do prokuratury na Arkadiusza Krężla)

13. Marzec 2008 r. – wyrok uniewinniający zarząd Stoczni Szczecińskiej Porta Holding S.A.

14. Sierpień 2008 r. – uzasadnienie wyroku wskazujące na brak jakichkolwiek podstaw do oskarżenia i aresztowania w 2002 r.

15. Ujawnienie przez media Raportu NIK związanego z działalnością prezydenta Sopotu w latach 2002-2004, pana Jacka Karnowskiego (PO).

Grad słów na związkowców

1. Jesień 2001 roku - rząd SLD dochodzi do władzy;

2. Następuje przewidywana dekoniunktura w budowie statków, do której zarząd Stoczni Porta Holding S.A. przygotowywał się od wielu lat i w celu dywersyfikacji ryzyka kupił (w połowie lat 90-tych) i wyremontował bazę paliwową w Świnoujściu (kupioną w przetargu, po armii radzieckiej).

„Proble stoczni zaczęły się z chwilą, gdy w 1994 roku kupiono terminal paliwowy w Świnoujściu. Przetarg na bazę przegrała wówczas wspierana przez posła SLD Jacka Piechotę firma Ship Service, której prezes Jerzy K. jest obecnie oskarżony o przestępstwa związane z działalnością w branży paliwowej. – Podczas spotkania w mieszkaniu Jerzego K. Jacek Piechota zaproponował nam wprost, abyśmy sprzedali terminal dla Ship Service, bo rzekomo nie znamy się na branży paliwowej i zrobiliśmy chybiony interes. W późniejszych negocjacjach, w kwietniu 2001 roku, kiedy nie zgadzaliśmy się na tę transakcję, z ust posła padły mocniejsze słowa: „Weszliście nie do swojego koryta” – wspomina Krzysztof Piotrowski – były prezes stoczniowego holdingu. Kiedy o sprawie mówiono głośno poseł Jacek Piechota odpierał zarzuty „ Jerzy K., od lat działający w tej branży, mówił wówczas, że stocznia niepotrzebnie wyrzuca dziesiątki milionów.. To były życzliwe rady dla prezesa Piotrowskiego, a nie polityczna presja.”

3. Zarząd stoczni wiedząc o ogromnej konkurencji na rynku, wchodzi w segment budowy statków wysoko zaawansowanych technologicznie i zaczyna budowę prototypowego statku – chemikaliowca. Przy budowie napotyka problemy, które wpływają na opóźnienia w budowie i powstanie „dziury płynnościowej” w wysokości 40-60 mln $.

Ta sytuacja daje rządowi SLD pretekst do podjęcia zaplanowanych wcześniej działań – doprowadzenia do celowej upadłości holdingu stoczniowego, przejęcia terminalu paliwowego oraz rozkradzenia prywatnego majątku (30 spółek należących do holdingu).

4. Zarząd zwraca się do rządu SLD o pomoc (gwarancje na w/w kwotę). Rząd wcześniej otrzymał od zarządu stoczni oraz od specjalistów Uniwersytetu Szczecińskiego (prof. Teresa Lubińska) oraz amerykańskiej firmy doradczej „A.T. Kearney”, opracowania i prognozy dotyczące przewidywanego boomu na budowę statków w przemyśle okrętowym na świecie, w najbliższym czasie.

Sztuczna upadłość Stoczni Szczecińskiej Porta Holding S.A. (SSPH SA) jest częścią tzw. „Afery Paliwowej” zrealizowanej z udziałem ówcześnie rządzącej przewodniej siły z czasów PRL i mafii paliwowej, zakorzenionej w służbach specjalnych, kontrolowanych przez SLD: -„Latem 2001 roku stocznia i PKN Orlen szykowały wspólne przedsięwzięcie: holding wnosił terminal, Orlen – usytuowaną na wyspie Wolin bazę, która miała być połączona podwodnym rurociągiem ze Świnoujściem. Zdaniem Andrzeja Modrzejewskiego, byłego prezesa koncernu, alternatywne źródło paliwa dostarczanego przez Bałtyk gwarantowałoby wzrost bezpieczeństwa energetycznego Polski (zmniejszenie uzależnienia od dostaw z Rosji) i realny spadek cen paliw. W tym czasie planowano także uruchomienie terminalu gazu płynnego w Policach pod Szczecinem (LNG S.A.), czyli „uniezależnienie się od rury”. Z wielkich planów nic nie wyszło, bo w lutym 2002 roku UOP zatrzymał prezesa PKN Orlen Andrzeja Modrzejewskiego”. Ze strategii opracowanej dla SSPH SA przez amerykańską firmę A.T. Kearney wynikało, że od 2005 roku przychody z działalności Grupy Paliwowej będą systematycznie wzrastać i w 2010 roku osiągną około 4,5 miliarda PLN i będą stanowić blisko 2/3 przychodów całego holdingu. Wysoka zyskowność ze sprzedaży, transportu i przeładunku paliw - umożliwiłaby wykorzystywanie środków finansowych na inwestycje technologiczne w Sektorze Okrętowym – poprawiając dzięki temu jego konkurencyjność na globalnym rynku okrętowym. Zapewniło by to spłatę zobowiązań wobec państwa, banków, dostawców materiałów i energii oraz kooperantów. Wspomniany Terminal LNG S.A. gwarantował duże korzyści dla Skarbu Państwa i gospodarki narodowej, gdyż w skład udziałowców tej spółki weszły największe państwowe firmy na Pomorzu Zachodnim, zapewniając im rozwój techniczno – technologiczny oraz infrastrukturalny. Zamiary te niepokoiły Leszka Millera, Wiesława Kaczmarka, Krzysztofa Janika i Jacka Piechotę więc dla dopełnienia celu dominacji „układu” na rynku paliw - gaz i ropopochodne - pięć miesięcy po Modrzejewskim w spektakularny sposób aresztowano członków zarządu holdingu, oskarżając ich publicznie o malwersacje

5. Rząd SLD (Leszek Miller, Jacek Piechota, Krzysztof Janik, Wiesław Kaczmarek) świadomy nadchodzącej sytuacji rynkowej (przewidywany boom nastąpił w IV kwartale 2002 roku) wykorzystuje przejściowe kłopoty finansowe stoczni i rozpoczyna medialną kampanię przeciwko zarządowi, „zastrasza” przedstawicieli banków, odmawia udzielenia gwarancji (a robi to, w tym czasie, dla innych prywatnych „zaprzyjaźnionych” podmiotów), a później używa instytucji państwowych (Policji, UOP, Prokuratury, Urzędu Kontroli Skarbowej) w celu powstrzymania zarządu przed rozwiązaniem chwilowych problemów płynnościowych i uratowaniem stoczni oraz 5 tysięcy miejsc pracy (aresztowanie zarządu w drodze do BRE banku, który miał udzielić pomocy finansowej stoczni).

Zarzut postawiony przez polityków SLD (wobec zarządu Porty Holding) już w 2003 roku w szczecińskim sądzie – sama prokuratura uznała za nie mający pokrycia w faktach. „Przed upadkiem holdingu, w ciągu dekady Skarb Państwa zarobił na stoczni 270 mln dolarów. Z początkiem 2002 r. stocznia po raz pierwszy poprosiła państwo o pomoc – potrzebowała gwarancji rządowych w wysokości 40-60 mln dolarów, w celu uruchomienia wpłaconych zaliczek armatorskich znajdujących się w zagranicznych bankach. Wbrew wcześniejszym ustaleniom, w maju 2002 r. premier Leszek Miller oznajmił, że pomocy nie będzie. Banki wspomagające bieżącą produkcję stoczni wstrzymały kredyty. Przemysł okrętowy holdingu stanął w chwili, gdy stocznia miała kontrakty na 1,6 mld dolarów.” Bardzo znaczące w niniejszej sprawie jest to, że wstrzymanie obsługi kredytowej ze strony banków, nieodzownej dla finansowania produkcji w toku, nastąpiło już na przełomie października i listopada 2001 roku. To od tej daty bez żadnej racjonalnej, rynkowo ekonomicznej przesłanki banki nie udzieliły holdingowi ani złotówki kredytu. Dopiero w pierwszym kwartale 2002 oficjalnie zażądały gwarancji rządowych. Wówczas to premier Leszek Miller oznajmił, że „prywatnemu się nie pomaga” łamiąc tym samym art.32.2 Konstytucji RP – „Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym i społecznym lub gospodarczym z jakichkolwiek powodów.” Wiadomo natomiast że, (źródło: ustawa budżetowa i jej wykonanie) przewidywała odpowiednio wysoki poziom pomocy Skarbu Państwa dla gospodarki narodowej w postaci gwarancji – 29 mld PLN z którego to limitu wykorzystano jedynie 6,7 mld PLN.

6. Po aresztowaniu członków zarządu, następuję bezprawne przejecie majątku stoczni (m.in. sprzedaż bazy paliwowej do PROLIM S.A. za 30% wartości rynkowej [nielegalna pomoc publiczna prezydenta Sopotu - Karnowskiego (PO) dla PROLIMU w latach 2002-2004] spółki należącej do barona paliwowego SLD, pozostały majątek produkcyjny, dokumentacja budowy statków i inne wartościowe aktywa zostają przejęte przez Agencję Rozwoju Przemysłu za 1 zł (aktywa wycenione na kilkadziesiąt milionów PLN – kilka miesięcy przed zdarzeniem). W tym czasie stocznia buduje 17 statków, ma zakontraktowane 22 statki.

„Nowy Zarząd już miesiąc przed ogłoszeniem upadłości rozpoczął wyprzedaż majątku holdingu, chociaż obowiązujące wówczas prawo układowe i upadłościowe wyraźnie tego zabraniało. Bazę paliwową w Świnoujściu sprzedano sopockiej firmie leasingowej PROLIM (finansowanej przez Millenium Bank). Tym samym terminal stał się własnością pomorskiego barona SLD Jerzego Jędykiewicza - ostatniego w PRL wojewody gdańskiego (zamieszanego w pranie pieniędzy w katolickim wydawnictwie Stella Maris), biznesmena Marka Nowotnego oraz nomenklaturowego BIG Banku Gdańskiego (czyli Millenium Bank). Kropkę nad „i” postawił syndyk, związany z baronem paliwowym Jerzym K. i firmą Ship Service, w której od połowy lat 90 był radcą prawnym. W wyniku jego działań poseł Ryszard Bonda kupił trzy spółki holdingu (Porta Żegluga, Porta Baltik, Porta Nowa), za każdą płacąc 5 tys. zł. Dobry interes zrobiła wtedy Agencja Rozwoju Przemysłu, kierowana od lat przez prezesa Arkadiusz Krężla, która za złotówkę kupiła jedną ze spółek (ASS Sp. z o.o.), zajmującą się budową i konserwacją statków (siedem miesięcy wcześniej jej wartość rynkową wyceniono na 40 mln zł) – ta spółka posiadała wszystkie niezbędne certyfikaty do budowy statków, zmieniono jej nazwę na Stocznia Szczecińska Nowa Sp. z o.o.
Dwa statki (tzw; bunkierki) holdingu warte co najmniej 800 tys. dolarów, syndyk sprzedał za jedną piątą ceny m.in. firmie Unit Baltik, w której udziały ma Jan B. Jeden z mafijnych bossów paliwowych ze szczecińskiej firmy BGM.

7. Po przejęciu (bezprawnym) rusza strumień dofinansowania do stoczni, następuje upaństwowienie Stoczni Gdynia i Stoczni Gdańsk, które są również zasilane miliardami zł z budżetu Skarbu Państwa.

Rząd SLD a szczególnie Jacek Piechota poseł Ziemi Szczecińskiej, były Minister i W-ce Minister Gospodarki w rządzie SLD w latach 2001-2005 niewątpliwie przyczynił się do zniszczenia przemysłu okrętowego, w tym Stoczni Szczecińskiej;
-przyczynił się do likwidacji 5000 stanowisk pracy w samej stoczni, a w przemyśle okołostoczniowym ca 20000 na przełomie lat 2001-2002,
-naraził Skarb Państwa na utratę ok. 4-rech miliardów złotych w latach 2002-2005 (w trybie dofinansowania kosztów produkcji 3 największych stoczni z budżetu państwa), a w SSN Sp. z o.o. poprzez:
-znaczący współudział w całkowicie bezzasadnym wstrzymaniu kredytowania produkcji Stoczni od października 2001 przez banki (które w latach od 1992 do 2001 zarobiły od stoczni ca 300 mln. USD),
-przyczynienie się do odmowy udzielenia gwarancji rządowych przez rząd SLD w wysokości 40-60 mln USD w marcu 2002 r., (pomimo ówcześnie zaawansowanej produkcji 17-stu statków, opanowania nowatorskiej technologii chemikaliowców ze stali „duplex” w 2001 r., zakończenia przez stocznię kapitałochłonnych i innowacyjnych inwestycji: 2 nowe pochylnie, komory malarskie, cynkownia, najnowsze systemy komputerowe, oddania do użytku nowoczesnego terminalu paliwowego Porta Petrol w Świnoujściu o potencjale ca 35% krajowego importu paliw).

Należy tylko porównawczo zauważyć, że Rządowa „Strategia dla Sektora Stoczniowego” przewidywała gwarancje kredytowe (KUKE) dla samej SSN w wysokości 200 mln USD średniorocznie.

8. Rząd SLD wraz z ARP i nowymi zarządami stoczni opracowuje plan restrukturyzacji stoczni w celu uzasadnienia finansowania z budżetu „restrukturyzacji” która nigdy nie miała miejsca. Po wejściu do UE strumień przekazywanych pieniędzy do stoczni nie jest „specjalnie” kontrolowany, wszystkie pieniądze (w sumie ponad 5 mld zł) zostają przetransferowane do pośredników, firm dostawczych oraz armatorów.

Obecna sytuacja zarówno w SSN jak i w całym sektorze stoczniowym i okołostoczniowym jest wynikiem celowych działań oraz przestępstwa zaniechania dokonanego w 2002 r. wobec SSPH. Nie odpowiednia (ale celowa) polityka państwa w sektorze stoczniowym, powierzanie kierowania ministerstwami Skarbu, Gospodarki i Finansów jak też podległym im Agencji Rozwoju Przemysłu oraz Korporacji Polskie Stocznie jak i kierowania stoczniami - niekompetentnym osobom i mafijnym układom - nieuchronnie doprowadziły do obecnej patowej sytuacji w branży. Objawia się ona z jednej strony uzależnieniem realizacji przyjętej Strategii dla Sektora Stoczniowego od oceny przez Komisję Europejską oraz od decyzji o legalności dotychczasowego i dalszego wsparcia finansowego przez państwo, a z drugiej strony wyraża się w żądaniach – zastrzyków kapitału i szybkiej prywatyzacji. Te niespójne żądania i oczekiwania niechybnie prowadzą do pogłębienia zapaści ekonomicznej, rozgrabienia i pogrzebania przemysłu okrętowego (decyzja rządu PO-PSL o kolejnej pomocy publicznej w wysokości 1,2 mld zł – w przypadku ogłoszenia upadłości pieniądze przepadną).

9. W okresie ostatnich 6 lat statki sprzedawane przez wszystkie stocznie przynoszą celowe straty ze względu na celowo podpisywane zaniżone kontrakty, które opiewają na kwoty poniżej kosztów wytworzenia statku (napychanie kieszeni armatorom) oraz ze względu na 6% dopłaty ze Skarbu Państwa do nierentownych kontraktów.

Wszystkie zawarte w tym czasie kontrakty zostały szczegółowo opisane w tzw. „Białej Księdze”, opublikowanej przez rząd koalicji PO-PSL we wrześniu 2008 roku.

10. W czerwcu 2005 r. Departament Stoczniowy ARP (pod kierownictwem doradcy prezesa ARP i późniejszego wiceprezesa Korporacji Polskie Stocznie) dokonuje audytu stoczni Gdynia, Stoczni Marynarki Wojennej oraz blokowanego audytu SSN. Wynik audytu jest porażający i wskazuje na celowe wyciąganie pieniędzy z budżetu Skarbu Państwa, fałszowanie dokumentów przez zarządy stoczni, brak jakiejkolwiek restrukturyzacji oraz celowy brak nadzoru nad pieniędzmi przekazywanymi przez ARP i SP do stoczni.

Śledztwo w sprawie nieprawidłowości w polskich stoczniach trwa kilka miesięcy. I co? I nic. Nie ma chętnych do jego prowadzenia.
Wszystko zaczęło się od zawiadomienia złożonego w prokuraturze na początku 2006 r. przez byłego doradcę prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) i pracownika wysokiego szczebla Korporacji Polskie Stocznie (KPS) - oba państwowe podmioty zajmują się restrukturyzacją sektora stoczniowego. Trafiło ono do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota, bo na jej terenie mieszka zawiadamiający.
Zawiadomienie jest bardzo obszerne i dotyczy m.in. opisywanego przez "PB" nieudanego projektu offsetowego Rafaela w Stoczni Gdynia (izraelski koncern zbrojeniowy miał kupić dwa gazowce za 168 mln USD, ale nic z tego nie wyszło). Najważniejszym wątkiem są jednak nieprawidłowości polegające na zaniżaniu przez zarządy stoczni kosztorysów budowy statków.
- Nagminne były następujące sytuacje: minimalny koszt wybudowania statku wynosił np. 300 mln zł, a jego cenę zarządy stoczni z Gdyni czy Szczecina ustalały na 240 min zł. Po co? By dostać dotację z ARP czy KPS - wyjaśnia nasz informator.
Po wstępnym sprawdzeniu danych z zawiadomienia prokurator z warszawskiej Ochoty stwierdził, że istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa i wszczął śledztwo. Uznał jednak, że sprawą powinny zająć się prokuratury z Gdańska i Szczecina. Tam bowiem zostały popełnione rzekome przestępstwa. I się zaczęło.
Śledczy z Gdańska i Szczecina nie chcieli zająć się sprawą i wszczęli tzw. spór kompetencyjny. Szefowie prokuratur okręgowych z Gdańska i Szczecina w kwietniu rozstrzygnęli go na korzyść swoich podwładnych i zdecydowali: jest za wcześnie na dzielenie , śledztwa i akta mają wrócić do stolicy. Oficjalny powód? To w Warszawie mają siedzibę Agencja Rozwoju Przemysłu, Korporacja Polskie Stocznie i nadzorujące je Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP), a jednym z wątków śledztwa ma być sprawdzenie jakości nadzoru nad budżetowymi pieniędzmi, które szerokim strumieniem płynęły do stoczni.
- Pomysł, by zacząć śledztwo od instytucji państwowych, nie jest najlepszy. Klucz jest w stoczniach. Tam trzeba wejść, zrobić kontrole oraz sprawdzić, czy kosztorysy rzeczywiście były nierzetelne. Jeśli tak, to mamy otwartą drogę do stawiania członkom zarządów zarzutów z art. 296 kodeksu karnego, czyli działania na szkodę spółek. Dopiero na tej podstawie można zająć się działaniami nadzoru - ocenia jeden z prokuratorów, który widział akta.
Jego zdaniem, prowadzenie śledztwa w Warszawie jest niewłaściwe jeszcze z jednego powodu.
- Zdecydowana większość czynności będzie i tak dokonywana w Szczecinie i Gdańsku, w ramach tzw. pomocy prawnej. Nadzór nad szybkością postępowania i jego jakością będzie utrudniony, bo przesłuchania będą prowadzić przypadkowi policjanci i bez fachowej wiedzy - dodaje prokurator.
Jeden z naszych informatorów uważa, że sprawą, ze względu na jej wagę i obszerność, powinna zająć się prokuratura okręgowa, a nie rejonowa.
- W rejonie prokurator ma co najmniej kilkadziesiąt różnych spraw i nie ma czasu na tak rozległe śledztwo. A okręgówki są powołane do zajmowania się właśnie takimi skomplikowanymi sprawami - twierdzi nasz informator.
Decyzje prokuratur okręgowych z Gdańska i Szczecina nie zakończyły podróży akt. Okazuje się, że od kilku dni nie leżą na biurkach w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Ochota, lecz w... Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Dlaczego? Śledczy z Ochoty chcą, by sprawą zajęły się inne stołeczne prokuratury rejonowe: ze Śródmieścia, Mokotowa i Żoliborza. Tam bowiem, a nie na Ochocie, mieszczą się siedziby MSP, ARP i KPS.
- Sprawa jest trudna, a dodatkowo dotyczy styku biznesu i polityki. I dlatego traktowana jest jak gorący kartofel - twierdzi jeden z naszych informatorów.

11. W lipcu 2005 roku, Arkadiusz Krężel (ówczesny prezes ARP), mając powyższa wiedzę, podejmuje decyzję o pozytywnej realizacji planów restrukturyzacji w sektorze stoczniowym – „Biała Księga” stwierdza, iż prezes ARP nic nie wiedział.

12. Marzec 2007 r. – raport NIK (potwierdza wyniki audytu przeprowadzonego przez Departament Stoczniowy ARP – oficjalne doniesienie NIK do prokuratury na Arkadiusza Krężla)

13. Marzec 2008 r. – wyrok uniewinniający zarząd Stoczni Szczecińskiej Porta Holding S.A.

14. Sierpień 2008 r. – uzasadnienie wyroku wskazujące na brak jakichkolwiek podstaw do oskarżenia i aresztowania w 2002 r.

15. Ujawnienie przez media Raportu NIK związanego z działalnością prezydenta Sopotu w latach 2002-2004 (PROLIM), pana Jacka Karnowskiego (PO).

Obecny spór „Solidarności” z rządem i Komisją Europejską, zapewne najbardziej zadowala SLD i Jacka Piechotę, gdyż ten układ wpływu w celu dekompozycji i grabieży „rozebrał” holding i doprowadził polskie stocznie do stanu agonii, a problem pozostawił obecnej władzy. SSPH S.A. i przemysłu okrętowego należało bronić już jesienią 2001 r. kiedy SLD wgrało wybory. Wówczas ogromnym błędem kierownictwa związkowców było oddanie inicjatywy powołanemu i kierowanemu przez SLD Januszowi Gajkowi. W obecnym sporze Solidarność SSN słusznie domaga się konsultacji w sprawie „Strategii dla Sektora Stoczniowego”, jednakże powinna przestrzegać przed kontynuacją polityki z ostatnich lat, domagać się od rządu PO-PSL wyjaśnienia rzeczywistych przyczyn upadłości holdingu. Wykazać troskę o interes państwa i obywateli, domagać się gwoździ do politycznej trumny i karawanu dla osób, które doprowadziły do faktycznej a ukrywanej do dziś upadłości (zrzucenie całej winy za obecną sytuację na poprzedni rząd – politycznego przeciwnika dzisiaj rządzącej koalicji). Obecnie rząd oczekuje odpowiedzi na przedłożoną Komisji Europejskiej „Strategię”, której ostatecznym celem jest prywatyzacja pomijająca w niej udział ograbionych wcześniej akcjonariuszy, zarówno zwolnionych z pracy jak i obecnie zatrudnionych. Sygnały płynące z Brukseli nie są optymistyczne. KE zaleca prywatyzację w której zapewniona będzie zyskowność na poziomie samofinansowania bez dotacji państwowych. Byłemu Prezesowi ARP (Arkadiuszowi Krężlowi) należy podpowiedzieć w tym miejscu, że 8.000 akcjonariuszy SSPH uratuje i odzyska, co do nich należy tylko wtedy gdy prawda zostanie ujawniona, nastąpi rozliczenie przestępstw i ludziom zostanie przywrócona ich własność, godne warunki pracy i płacy. Inwestor tzw. zewnętrzny nawet pod kontrolą państwa tylko wyssie co się da i porzuci. Aby uratować sektor, zapobiec czarnemu scenariuszowi i wyjść z patowej sytuacji należy ocenić i usunąć z zajmowanych stanowisk polityków i prezesów winnych obecnego stanu stoczniowej branży. Winnych grabieży wspólnie wypracowanego majątku należy ujawnić i osądzić. Postawić trzeba stanowcze NIE postępującej pauperyzacji ludności w imię dokonywanych prywatnych interesów ludzi z po PRL-owskich układów polityki, gospodarki i służb specjalnych.

Wykorzystano materiały z „Życia Warszawy”, „Pulsu Biznesu” oraz „Nowego Gońca Szczecińskiego”

!!!!!!!!!! WABENE !!!!!!!!!!

Gangsterzy chcą zeznawać!!!!!!!!!!!!!!

Wiesław Michalski, przedsiębiorca mocno powiązany ze środowiskiem przestępczym w Polsce, który w poniedziałek oddał się w ręce CBŚ i zeznaje w prokuraturze m.in. w sprawie związków polityków z przestępcami, nie jest jedyną osobą, która chce współpracować z wymiarem sprawiedliwości. Kilku kolejnych gangsterów, którzy w latach 90. zrobili olbrzymie majątki dzięki powiązaniom z politykami i urzędnikami, zastanawia się nad możliwością złożenia zeznań. Niektórzy z nich, jak Jerzy Woźniak ps. "Vegas" - były zięć Władysława Frasyniuka - od blisko roku współpracują już ze śledczymi. Jego zeznania pomogły szczecińskim prokuratorom wpaść na trop gigantycznej afery korupcyjnej w dolnośląskich urzędach celnych, w którą zamieszany może być nawet sam Frasyniuk. Tymczasem wrocławska prokuratura podjęła bulwersujące działania mogące sprawiać wrażenie próby ochrony córki polityka.

Przesłuchania "Olsena" w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie trwają od poniedziałku i jak się dowiedzieliśmy - szybko się nie skończą. - Wiesław M. jest przesłuchiwany. Nie odpowiem na pytanie, czego dotyczy śledztwo, mam zakaz udzielania jakichkolwiek informacji na ten temat - powiedział nam wczoraj prokurator Zbigniew Jaskólski, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie. - Przesłuchania jeszcze będą trwały - dodał.
Michalski usłyszy trzy zarzuty prokuratorskie - przemytu miliona sztuk papierosów, na czym Skarb Państwa miał stracić co najmniej 5 mln zł, udziału w zorganizowanej grupie przestępczej wiązanej z przestępstwami karno-skarbowymi oraz udzielenia pomocy innej osobie przy przywłaszczeniu mienia o znacznej wartości. W ramach pomocy prawnej postawi mu je Prokuratura Apelacyjna w Warszawie. Jak się dowiedzieliśmy, "Olsen", który twierdzi, że kupując za 1/30 wartości Dwór Wazów we Wrocławiu, wręczył łapówkę Markowi Ungierowi, współpracuje z prokuraturą. Mężczyzna twierdzi również, że organizował spotkania polityków lewicy z przedstawicielami świata przestępczego. Politycy, m.in. Władysław Frasyniuk i Marek Ungier, zaprzeczają zarzutom i zarzucają mu kłamstwo.
Słowa Michalskiego chcą potwierdzić również inni gangsterzy. Bynajmniej nie dlatego, że ruszyło ich sumienie. Mafiosów ubodły pogardliwe, obraźliwe słowa, jakie padły ze strony polityków czy też urzędników pod adresem cieszącego się w tym środowisku olbrzymim respektem Michalskiego. Szczególnie słowa jednego z polityków Lewicy i Demokratów, który ironicznie sugerował, że "autorytetem w IV RP stał się gangster".
- Politycy, policjanci, prokuratorzy - płaszczyli się i brali od nas hajs [pieniądze - przyp. red.]. Kradliśmy i przemycaliśmy dla nich samochody, a teraz robią za autorytety? To my pokażemy, co z nich za autorytety - bulwersuje się jeden z wrocławskich przestępców.
Środowisko, w którym przed laty obracał się Wiesław Michalski, to bynajmniej nie są - jak się zazwyczaj przedstawia gangsterów w mediach - "bycze karki" w skórzanych kurtkach obwieszone złotymi łańcuchami i jeżdżące czarnymi BMW. Taki wizerunek bardziej pasuje do gangsterów z Pruszkowa, Wołomina czy Mokotowa. Tyle że dolnośląscy mafiosi powiązani z "Olsenem" o "Pruszkowie" czy "Wołominie" wyrażają się z najwyższą pogardą, nazywając ich "gówniażerią" czy delikatniej "chłopaczkami w krótkich spodenkach".
Kompani "Olsena" to dzisiaj ludzie dobiegający pięćdziesiątki, właściciele prężnych firm, bogaci, często inwestujący w sport. - Tacy jak - opowiada nam przyjaciel Michalskiego - jeden z nieżyjących już prezesów Górnika Zabrze.
Nasz rozmówca też "bawi się" sportem - niedawno został wiceprezesem niewielkiego II-ligowego klubu piłkarskiego w rodzinnym miasteczku. Przez sentyment - w młodości grał tam na bramce. Inni uchodzą za donatorów inicjatyw kulturalnych, inwestują w rozrywkę. Sam Michalski w latach 90. organizował i sponsorował wybory Miss Polonia.

Chcą łagodniejszej kary
Dlaczego chcą "iść na układ z wymiarem sprawiedliwości"? Powody są różne. Część - jak mówią - "ma na głowie CBŚ" i liczy na ewentualne złagodzenie kary w zamian za współpracę, inni - bo choć płacili urzędnikom, to zostali wystawieni do wiatru.
Nie oznacza to jednak, że dolnośląscy gangsterzy i aferzyści hurtem ustawią się przed prokuraturą i złożą zeznania. Na razie bacznie przypatrują się temu, co dzieje się z Wiesławem Michalskim. W tym środowisku absolutnie nikt nie uważa go za "kapusia". Ale też nikt nie zamierza, jak mówią - "wystawić się do odstrzału za frajer". Tym bardziej, że nie są to płotki.
Niektórzy z ludzi Michalskiego już zeznają. Pierwszym, który zdecydował się przerwać milczenie i poszedł na współpracę z wymiarem sprawiedliwości, jest Jerzy Woźniak ps. "Vegas", przedsiębiorca, właściciel firmy transportowo-spedycyjnej "Jurex".
Woźniak - były zięć Władysława Frasyniuka - w lipcu ubiegłego roku zgłosił się do prokuratury i złożył zeznania dotyczące przemytu i korupcji we wrocławskich urzędach celnych. Był jednym z tych, co organizowali transporty tirów z towarem, który nigdy nie został należycie oclony. W swoich zeznaniach stwierdził, że cały proceder nie byłby możliwy bez udziału jego teścia.
- Dzwonię do Władka i mówię, że "zniknęło" mi dziewięć tirów. Kierowcy "zapomnieli" podjechać na cło. Pytam, co z tym robimy, a [b]Władek: "Siedź cicho i nie pękaj, to się załatwi". I załatwił. Śladu nie było, że jakiś transport wjechał do Polski. Ja może jestem gangster, ale w takim razie, jak nazwać tego, co tym kręcił?[/b] - zauważa Woźniak.

Drugie dno
Dzięki jego zeznaniom szczecińska prokuratura apelacyjna zatrzymała już sześć osób. "Vegas", który również jest podejrzanym w tej sprawie, wskazuje na drugie dno. W czasach, gdy jego firma organizowała przemyt, prezesem przedsiębiorstwa "Jurex" była - jak twierdzi - Dominika Frasyniuk, córka Władysława Frasyniuka. "Vegas" przekonuje, że tylko dzięki rodzinnym koneksjom mógł prowadzić ten proceder. Jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy, Frasyniuk i jego córka mogą zostać wkrótce przesłuchani w tej sprawie.

Prokuratura chroni córkę polityka?
Tymczasem zaskakują działania Prokuratury Rejonowej Wrocław - Psie Pole. Kiedy kilka miesięcy temu opisaliśmy całą sprawę w "Naszym Dzienniku", ujawniając, że jedną z osób, którymi może - po zeznaniach "Vegasa" - zainteresować się prokuratura, jest córka Frasyniuka. Kobieta złożyła przeciwko Woźniakowi doniesienie o popełnieniu przestępstwa, twierdząc, że w czasie małżeństwa groził jej i szantażował ją. Co ciekawe - kiedy przed dwoma laty Dominika Frasyniuk i Jerzy Woźniak brali rozwód - został on wydany bez orzekania o winie którejkolwiek ze stron.
- I co? Teraz, jak się okaże, że w firmie były nieprawidłowości, a w takich przypadkach odpowiedzialność ponosi prezes, czyli Dominika, będzie mogła tłumaczyć się, że jestem gangsterem i że niby do wszystkiego ją zmuszałem - ironizuje Woźniak. We wtorek Prokuratura Rejonowa Wrocław - Psie Pole zdecydowała o postawieniu zarzutów wskazanych przez Dominikę Frasyniuk. Prokurator Małgorzata Kopczyńska zgodziła się na krótką rozmowę, jednak wątpliwości, jakie budzi to postępowanie, komentować nie chciała.
- Nie udzielam żadnych informacji, wszystkie informacje w sprawie śledztwa czy dochodzenia objęte są tajemnicą, a ich ujawnienie jest czynem karalnym - mówi.
Być może prokuratura prowadzi czynności przewidziane procedurą, jednak w kontekście sprawy "afery korupcyjnej", którą ujawnił Woźniak wskazujący na udział w niej tak Frasyniuka, jak i jego córki - takie działania budzą pytania i wątpliwości.
Wojciech Wybranowski
NASZDZIENNIK.PL